Wczoraj obchodziliśmy 31. rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego i byliśmy świadkami tego samego medialnego spektaklu, którego jesteśmy świadkami od dłuższego czasu: tow. generał miał być w domu, ale go nie było; prawie nikt nie pokusił się o jakąkolwiek głębszą refleksję na temat zbrodni tamtego czasu, tylko zajmował się przeszłością Jarosława Kaczyńskiego i jego wywiadem dla "Gazety Polskiej" (swoją drogą to zabawne, że wszystkie serwisy informacyjne poświęciły po 10 minut pierwszym zdaniom tego 3-stronnicowego wywiadu ;] czekam na ich dalszą tak głęboką analizę słów Prezesa PiS); można było ponownie usłyszeć, że nie możemy obchodzić rocznicy tej "hańby narodowej" etc. Nikt nie przejął się tym, że 43% Polaków uważa za uzasadnione wprowadzenie stanu wojennego (może z wyjątkiem kilku prawicowych oszołomów). Nikt nie zająknął się nawet o odpowiedzialności twórców stanu wojennego za tysiące jego ofiar zarówno zamordowanych, ciężko pobity jak i osadzonych w więzieniu. Oczywiście najbardziej swoje internowanie przeżywają osoby, które żyły w tak ciężkich warunkach, że aż musiały z więzienia wysyłać paczki z żywnością i innymi artykułami do swoich domów. Nazwisk nie wymienię, żeby nie mieć nieprzyjemności i problemów, ale chyba wszyscy wiedzą o kogo chodzi.
Tak jak napisałem poprzednio, zamieszczam dzisiaj kolejny rozdział książki "Moskiewski Proces", pt. "Nie ma mowy o zbrojnej interwencji w Polsce". Powiem tylko, że moje wydanie tej książki, które stoi u mnie na regale, pochodzi z roku 1998. Na Zachodzie "sensacje" Władimira Bukowskiego ukazały się kilka lat wcześniej.
Zapraszam do lektury.