poniedziałek, 17 lutego 2014

Między Trynkiewiczem a "Kornim"...


Coraz częściej można usłyszeć głosy, zwłaszcza wśród „naszych komentatorów, dziennikarzy, publicystów”, że główne ośrodki medialne mają coraz mniejszy wpływ na kształtowanie rzeczywistości w Polsce. Coraz częściej wiele osób powtarza, że czas „świetności” „Gazety Wyborczej”, TVN-u etc oraz pracujących tam „reporterów”, uprawiających na wszelkie możliwe sposoby szeroko pojętą propagandę, minął bezpowrotnie, czego dowodem mają być spadki w sprzedaży i oglądalności tychże mediodajni.

Te spadki są faktem, który potwierdzają kolejne dane dotyczące sprzedaży czy też oglądalności, ale mimo tych spadków mediodajnie dalej narzucają główne tematy „informacyjne”, tematy „debaty” i inne najróżniejszej maści tematy zastępcze mające na celu przykrycie tematów naprawdę istotnych.

Podczas „debaty” na temat wydłużenia wieku emerytalnego praktycznie nikt nie zająknął się na temat sprzedaży przez Skarb Państwa 7% akcji PGE.
W czasie, gdy tematem numer 1 były związku partnerskie, ekipa Donalda Tuska pracowała jednocześnie nad sprzedażą LOTOS-u… Rosjanom.
Info-afera, określona przez szefa CBA jako największa afera III RP, została „przykryta” przez odsetki z pożyczki posła PiS Adama Hofmana.

Tę listę można wydłużać w nieskończoność. Ja jednak chcę opisać przypadek szczególnie groźny: uwięzienie Krzysztofa Kokowicza ("€œKorniego”), pracownika Muzeum na Majdanku€“ nieprzypadkowo w czasie, gdy opinię publiczną ogłupiono sprawą Mariusza Trynkiewicza.

Tych, którzy nie znają sprawy informuję, że w czwartek 23 stycznia 2014 roku około godziny 12 został zabezpieczony sprzęt komputerowy oraz drukarka z działu, w którym pracuje pan Krzysztof, a on sam zaś znalazł się w Komendzie Wojewódzkiej Policji. Mimo, że jest on osobą niepełnosprawną, nie pozwolono na dostarczenie mu do komendy w dniu zatrzymania sprzętu umożliwiającego normalne funkcjonowanie, którym były baterie do aparatu słuchowego oraz ładowarka do nich. Pozwolono na to dopiero następnego dnia, gdy Pan Krzysztof miał składać zeznania w Prokuraturze.

„Korni” został aresztowany na 3 miesiące pod zarzutem działania w „zorganizowanej grupie przestępczej” a bezpośrednią przyczyną jego zatrzymania, było twierdzenie policji, że na drukarce służbowej Kokowicz wydrukował dwa plakaty, cytuję „o treści antysemickiej i nawołujące do nienawiści” (w istocie plakaty zawierały treści krytyczne wobec lewackiej grupy €œBrama Grodzka, Teatr NN).

Dlaczego aresztowano go na 3 miesiące? Z obawy sądu „przed mataczeniem”. Warto w tym miejscu przypomnieć, że przepis ten wprowadzono, aby zapobiec zastraszaniu świadków, jakie mogą mieć miejsce w związku z poważnymi przestępstwami jak np. handel narkotykami, porwania, morderstwa…

Dopiero 31stycznia pozwolono, aby Krzysztof Kokowicz spotkał się ze swoim adwokatem. 31 stycznia, czyli 7 dni po jego zatrzymaniu, a wszystko dzięki odpowiednim „kruczkom prawnym”, jakie miała przygotowane w zanadrzu „niezależna” prokuratura.

Absurdalność całej sytuacji, jaka ma związek z Panem Krzysztofem najlepiej przedstawili koledzy „Korniego” związani z forum Rebelya.pl. Pozwolę sobie teraz na zacytowanie fragmentu jednego z zamieszczonych tam wpisów:
4. W rzeczywistości Krzysztof, jako długoletni pracownik Muzeum na Majdanku, przyłożył się do upamiętnienia Holocaustu być może bardziej, niż cały Teatr NN. Przygotowywał wystawy i publikacje na ten temat. Otrzymywał nagrody za zdjęcia obozu. Brał udział nawet w szkoleniu w Yad Vashem. Także hobbystycznie, np. na swoim koncie facebookowym, zamieszczał zdjęcia i informacje o muzeum.
5. Na Teatr NN można spojrzeć jako klasyczny przykład, tego, co prof. Norman Finkelstein określił jako "Holocaust Industry" czyli komercyjnego wykorzystania Zagłady. Działalność tej instytucji sprowadza się do pozyskiwania grantów i dotacji z wszelkich możliwych źródeł i wytwarzaniu w zamian miałkich intelektualnie konferencji oraz publikacji, oskarżanych nawet o plagiat. W odróżnieniu od tego Muzeum na Majdanku, dla którego od wielu lat pracuje Krzysztof, jest państwową instytucją non-profit o 70-letniej tradycji i rzetelnym dorobku naukowym.
6. W oczy rzuca się nierównoważność działań prokuratury i sądów w tej sprawie, a w sprawach dotyczących znieważania Polski i Polaków, np. zbezczeszczenia pomnika Żołnierzy Wyklętych w Lublinie. Wówczas prokuratura podjęła działanie dopiero pod naciskiem społecznym, nie doprowadzając do żadnych wyników, nie mówiąc nawet o postawieniu zarzutów sprawcom, którzy chwalili się swoim wyczynem na facebooku. Wskazuje to na działanie prokuratury "na pokaz" i odgórne zamówienie.


13 lutego sąd w Lublinie uchylił areszt Pana Krzysztofa - całkiem bezzasadnego więzienia niewinnego człowieka.

Jest rzeczą przerażającą, że tego typu praktyki są stosowane w demokratycznym kraju, który szczyci się niezależnością swoich sądów i odpolitycznieniem prokuratury. Jest rzeczą niewyobrażalną, że w majestacie państwa polskiego i majestacie prawa pozwala się na prowadzenie tego typu „praktyk”.

Czy czeka nas w przyszłości więcej tego typu „incydentów”? Biorąc pod uwagę historie, które kiedyś przez chwilę pojawiły się w mediach, można z obawą powiedzieć, że tak.

W czasach PRL, kiedy wmawiano społeczeństwu kłamstwo katyńskie każda polonijna gazeta, która napisała, że zbrodni na polskich oficerach dokonali Sowieci a nie Niemcy, była z miejsca pozywana przez sowieckie ambasady. Mimo że Sowieci nie wygrali żadnej z wytoczonych spraw, to jednak w przekazie medialnym pozostała wiadomość, że coś z wiadomościami polskiej prasy musi być nie tak, skoro zostały one zaskarżone. To, że procesy ciągnęły się bardzo długo, przez co strasznie „męczyły” te gazety to druga sprawa.

Czy nie dostrzegamy podobnych praktyk w sprawie „Korniego”? Czy nie jesteśmy świadkami podobnej sytuacji, co ze „Staruchem” – przez wielu nazywanym więźniem politycznym? Dlaczego prokuratura nie wykazuje się takim samym zaangażowaniem, np. w przypadku okładek jednego z tygodników, który porównuje polskich patriotów do bezmózgich goryli?

Dlaczego „nasi publicyści” milczą w tej sprawie? Dlaczego nie piętnują ewidentnych (delikatnie mówiąc) nadużyć ze strony prokuratury? Dlaczego wchodzą w tematy narzucane przez główne mediodajnie? Dlaczego tyle czasu zajmuje im rozmowa o Trynkiewiczu a sprawa „Korniego” jest przez nich wciąż i dalej pomijana?

Tego typu pytań można postawić jeszcze więcej, jednak nie wystarczy tylko na nie odpowiedzieć, ale znaleźć sposoby na zawarte w nich problemy; sposoby na poprawę  sytuacji w polskiej debacie na tematy ważne a nie tylko te mniej lub w ogóle nieistotne tak często lansowane przez mediodajnie…

Tomasz „Geolog”
Pozdrawiam Serdecznie!

sobota, 25 stycznia 2014

Bohater i zdrajca - Recenzja Autobiografii Kozakiewicza


Każdy kraj ma swoje mity – Polska również. Niektóre mity są jak najbardziej pozytywne, bohaterskie, heroiczne, budujące poczucie narodowej dumy i przywołujące same pozytywne skojarzenia. Inne mity – a w tych specjalizują się nasze mediodajnie – są mitami negatywnymi, mającymi wzbudzić w narodzie poczucie wstydu, poczucie bycia kimś gorszym, poczucie niedowartościowania etc. Czasami zdarza się również, że bohaterowie niektórych mitów z dnia na dzień stają się dla niektórych zdrajcami, którym „nie wypada podawać ręki”.

Władysław Kozakiewicz to postać, której chyba nikomu (może poza niektórymi przedstawicielami mojego i młodszego niż moje pokolenia) nie trzeba przedstawiać. Człowiek, który pokazał Ruskim „ten gest” był i jest dla wielu Polaków bohaterem, autorytetem, uosobieniem polskiej dumy i waleczności, natomiast dla innych (delikatnie mówiąc) niepoważnym „celebrytą”, który zdradził Polskę i Polaków.
24 października 2013 roku w polskich księgarniach pojawiła się (wydana przez AGORĘ) jego autobiografia nosząca „zadziorny” tytuł „Nie mówcie mi jak mam żyć” napisana przy współpracy z redaktorem „Przeglądu Sportowego” – Michałem Polem.

wtorek, 7 stycznia 2014

Dobry zwiastun słabej książki

Czy możliwe jest dzisiaj - 25 lat po obradach Okrągłego Stołu - jakiekolwiek rozliczenie i osądzenie komunistycznych zbrodniarzy i morderców? Jest to jedno z pytań, na które w swojej najnowszej książki pt. "Szwy" próbuje udzielić odpowiedzi Wacław Holewiński.

szwy_IMAGE1_288859_11

Jakiś czas temu, gdy słuchałem jednej z porannych rozmów Radia WNET, trafiłem akurat na wywiad z Panem Holewińskim, w którym odpowiadał on (bodajże redaktorowi Skowrońskiemu) na pytania dotyczące swojej najnowszej książki. Przyznam szczerze, że od razu pomyślałem, że muszę jak najszybciej kupić i przeczytać tą książkę, w czym jeszcze bardziej utwierdzał mnie zachwyt, jaki ogarnął jeszcze przed jej wydaniem prawicowe środowiska.

Oto opinie na temat "Szwów" znajdujące się na odwrocie:
""Szwy" to najbardziej osobista i - moim zdaniem - najlepsza powieść Wacława Holewińskiego. Autor stawia pytanie: co zrobiliśmy z naszą niepodległością? Albo odwrotnie: czemu tak wielu rzeczy nie zrobiliśmy, choć było to naszym obowiązkiem?" - Marek Ławrynowicz
"Holewiński jest jednym z nielicznych pisarzy, których proza tak mocno osadzona jest w naszej współczesności i historii najnowszej. Predestynuje go do tego życiorys: działalność opozycyjna w PRL, prowadzenie podziemnej oficyny wydawniczej, internowanie w stanie wojennym. Sądzę, że najzwyczajniej - doświadczenie życiowe sprawia, że autor ten ma od swoich młodszych kolegów więcej do powiedzenia. A raczej inaczej: do opowiedzenia". - Krzysztof Masłoń
"Czytając, zastanawiałam się, na czym polega sugestywność tej powieści. Wszystko w niej tchnie powietrzem, którym oddychamy. Wywoła na pewno wiele różnych reakcji - z wyjątkiem obojętności. Sądząc z podziału, na który wskazują badania opinii, powinna wzbudzić tyle furii ile entuzjazmu''. - Barbara Budrecka

Jeszcze 2 dni temu na tym zakończyłbym ten oto wpis, jednocześnie zachęcając wszystkich do przeczytania tejże książki. Dlaczego? Ponieważ jeszcze 2 dni temu uważałem, że ta książka nie może być zła ani słaba. BA! - miałem nadzieję, że będzie to jedna z najważniejszych książek, jakie w życiu przeczytam. Przecież zarówno wywołana przeze mnie rozmowa na jej temat w Radiu WNET jak również jej opis ("W 1985 roku milicjanci zakatowali młodego chłopaka, Tomasza Miteńkę, za brak dowodu osobistego. I choć uszli bez kary, to we współczesnej Polsce znajduje się niezależny pisarz, który postanawia upomnieć się o pamięć o tym zdarzeniu. Jest to tym trudniejsze, że także w jego życie uczuciowe okazuje się wpisana komunistyczna przeszłość.") oraz recenzje "naszych" ludzi nie mogły być aż tak przesadzone...

A jednak...
"Szwy" rozpoczynają się pogrzebem jednego z generałów, który swój stopień zawdzięczał błyskotliwej karierze w "służbach" PRL, w których uchodził za jednego z najbardziej bezwzględnych "oficerów". Na tym pogrzebie pojawia się główny bohater - pierwszoosobowy narrator - Maksymilian (prawdopodobnie Wacław Holewiński) wraz ze swoją kobietą - kilkanaście lat młodszą Joanną.
Maksymilian to były opozycjonista, natomiast Joanna to córka oficera SB, o czym Maksymilian dowiaduje się dopiero po 2-3 latach ich "związku". Zarówno przeszłość Maksymiliana jak i przeszłość ojca Joanny są częstą przyczyną kłótni między parą kochanków. Maksymilian nie jest w stanie zaakceptować przeszłości ojca Joanny oraz jej podejścia do tego, co tamten robił w PRL (uważa ona, że był "dobrym gliną", który nie robił nic poza ściganiem przestępców).
Maksymilian postanawia napisać książkę o jednej z zapomnianych zbrodni w PRL, jaką było zamordowanie Tomasza Miteńki. Dociera do ludzi związanych z tą sprawą - zarówno do katów jak i lekarza prowadzącego sekcję Miteńki, jego matki i pierwszej dziewczyny, księdza odprawiającego pogrzeb i wielu innych.
Okazuje się, że pisanie powieści o jednej ze zbrodni PRL, która miała miejsce prawie 30 lat temu jest w dalszym ciągu niemożliwe w "wolnej i demokratycznej III RP". Ludzie wywodzący się z tamtego świata wciąż i dalej mają potężne wpływy i możliwości, czym bardzo często dają się we znaki Maksymilianowi między innymi wulgarnymi telefonami, wyczyszczeniem jego konta bankowego, brutalnym pobiciem etc.

Z mojego dotychczasowego opisu może wynikać, że książka jednak nie jest wcale taka zła, że opisuje rzeczy ważne. Zgadza się, jednak temat ważny, jakim jest kondycja ustroju III RP oraz piętno zbrodni PRL jest w mojej ocenie de facto tematem pobocznym do życia miłosnego (zwłaszcza erotycznego) Maksymiliana i Joanny. Co kilka stron można przeczytać ich rozterki na temat ich miłości i związku, w jakim żyją. Co kilkanaście stron można znaleźć opis ich kolejnych stosunków, dziwnych (przynajmniej z mojego punktu widzenia) zachowań wobec siebie i zupełnie nic nie wnoszących do książki dialogów.
W pewnym momencie nie wiedziałem, o czym jest ta książka - o historii Tomasza Miteńki od 1985 roku do dziś czy o życiu uczuciowym Maksymiliana i Joanny. Właśnie ta druga opowieść, jej charakter i objętość, jaką zajmuje w książce sprawia, że bardzo poważny temat nierozliczonych zbrodni PRL oraz bardzo ważne pytania, jakie padają w książce (np. "Nie wydaje się panu, że czas już zamknąć okres rozliczeń? Że to ciągłe rozgrzebywanie ran nikomu nie służy? Że dla nas wszystkich lepiej byłoby przyjąć formułę wybaczenia?") są po prostu rozmyte w ogólnej sieczce pozostałych treści.

Zdecydowanie mogę Państwu, z całego serca, odradzić tę książkę (zwłaszcza, że kosztuje ona 34,90 zł). Nie wnosi ona zupełnie niczego nowego do debaty na wymienione przeze mnie ważne tematy i nie daje żadnych nowych odpowiedzi na m.in. przytoczone przeze mnie pytania. Język używany przez autora jest co najmniej niedoskonały a momentami, po prostu nieodpowiedni do opisywanych sytuacji. Sama postać Maksymiliana wydaje się bardzo naiwna a niekiedy po prostu głupia - jakby opozycyjna przeszłość głównego bohatera oraz cytowane przez niego, co jakiś czas, fragmenty "Notatnika z rozdartego podbrzusza" (przedstawiające czasem ważne, czasem mniej ważne  wydarzenia z ostatnich kilku lat) niczego go nie nauczyły, jakby w ogóle nie zdawał sobie sprawy, czym tak naprawdę jest III RP, jakby wychodził z założenia, że 4 czerwca 1989 w Polsce skończył się komunizm i dopiero prywatne śledztwo w sprawie zakatowania Tomasza Miteńki powoli uświadamiało go, w jakim kłamstwie żył dotychczas.

W skali od 1 do 10. Mogę ocenić "Szwy" najwyżej na 3 (Słaba). Szkoda, ponieważ dawno się tak nie napaliłem i nie zostałem jednocześnie tak rozczarowany. Uważam, że do poruszonego przez Wacława Holewińskiego tematu znacznie więcej wnoszą powieści Bronisława Wildsteina, Tadeusza Płużańskiego czy Waldemara Łysiaka. Jestem w posiadaniu kilku, kilkunastu e-booków wymienionych autorów, więc jeśli ktoś jest zainteresowany, to proszę dać znać :)

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie

środa, 18 grudnia 2013

Kto jest szkodnikiem III RP?

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie wypowiedź Donalda T., który stwierdził, że Antoni Macierewicz szkodzi Polsce. Jak wiemy Donald T., to człowiek przyzwoity, dlatego pozwolę sobie dzisiaj odpowiedzieć na pytanie: kim w związku z tym (oprócz Antoniego Macierewicza) są szkodnicy systemu III RP?


Jeden z przywódców jakobinów - Louis de Saint-Just (zwany Aniołem Śmierci) - powiedział pod koniec XVIII wieku: "Nie ma wolności dla wrogów wolności".

W systemie III RP hasło to znalazło całkiem niemały poklask i jest przestrzegane niczym jedno z przykazań Dekalogu przez establishment oraz wiele innych ośrodków, których wymienienie może grozić surowym ukaraniem.

Temat wrogów wolności, pospolicie nazywanych faszystami, od 1989 roku jest jednym z dominujących tematów, którym z co najmniej niemalejącym uporem karmią nas mediodajnie z "Gazetą Wyborczą" na czele. Któż zasługuje w III RP na takie miano? Kto jest "zagrożeniem dla demokracji"? Kogo trzeba wytknąć palcem, wyśmiać, potępić, zmarginalizować?
Mimo, że wielu czytelników pomyśli, że to pytania retoryczne, to jednak pozwolę sobie na nie odpowiedzieć.

Wrogiem wolności, faszystą, szkodnikiem jest każdy, kto nie jest dostatecznie zmanipulowany przez media głównego nurtu; każdy, kto nie jest dostatecznie zachwycony systemem III RP; każdy, kto ośmiela się posiadać i wygłaszać własne, odmienne zdanie i wiele innych osób, które ośmielają się popełniać stworzoną w książce "Rok 1984" przez George'a Orwella "myślozbrodnię".

Do takich ludzi należą niewątpliwie ci, którzy mówią o swoim patriotyzmie. Dzisiejszy patriotyzm nie ma bowiem nic wspólnego z reliktami przeszłości, jakimi kierowali się powstańcy, piłsudczycy, AK-owcy, NSZ-owcy, żołnierze wyklęci, opozycjoniści "Solidarności" etc. takimi jak oddanie własnej ojczyźnie, gotowość do jej obrony, pracowanie dla jej dobra a nierzadko poświęcanie dla niej zdrowia i życia. Dzisiaj prawdziwym patriotą według wykładni Donalda T. jest człowiek, który płaci podatki, posyła dzieci do szkoły, uprawia ogródek, wyprowadza psa na spacer i sprząta po nim kupy.

Szkodnikiem jest każdy, kto wyraża swoje wątpliwości na temat działalności Unii Europejskiej. Każde bowiem prawo stworzone "na Zachodzie" jest stokroć lepsze niż prawo polskie. Dlaczego? Ponieważ Unia nam płaci a wszystko w systemie III RP jest tylko kwestią odpowiedniej ceny.

Idąc tym przykładem pojawiają się kolejni szkodnicy, którzy są przeciwnikami in vitro, aborcji i eutanazji na życzenie, związków homoseksualnych, gender i wszystkich innych lewackich "praw i wolności". Czym są bowiem te lewackie "prawa i wolności" przez niektórych nazywane "ideałami"? Są niczym innym jak sposobem na osiągnięcie szczęścia, przez każdego, kto z jakichkolwiek powodów jest nieszczęśliwy.
Jak napisałem w komentarzu u Teorii Życia:
"Dzisiaj argument "SZCZĘŚCIA" jest chyba najważniejszym argumentem genderowców i ogólnie pojętego lewactwa. Homoseksualizm - geje muszą szczęśliwie i "godnie" kopulować. Eutanazja - chory musi szczęśliwie umrzeć. In vitro - każdy ma prawo do dziecka. Aborcja - kobieta decyduje o tym, co ma w brzuchu etc.
Wypadałoby zapytać czy na przykład, jeśli ktoś ma nieodpartą potrzebę mordowania ze szczególnym okrucieństwem to również w ramach jego szczęścia nie pozwolić mu na to...
Od jakiegoś czasu oprócz gender Pali-cioty pracują również nad legalizacją pedofilii. Jestem jednak jakoś dziwnie spokojny, że to nie ostatnie słowo lewaków w tego typu "walce". Niedługo zostaniemy "uświadomieni" jak wielkim dobrem jest klonowanie a tworzenie ludzko-zwierzęcych hybryd rozwiąże problem nieśmiertelności i wszelkiego dobrobytu."


Ci wszyscy, którzy śmią traktować Żydów jak zwykłych ludzi i nie zgadzają się na mówienie o "polskich obozach zagłady" ani nie biją się w pierś na dźwięk słowa Jedwabne; ci wszyscy, którzy wyznają wartości katolickie i starają się nawracać innowierców; ci wszyscy, którzy popierają ideę lustracji i dekomunizacji; ci wszyscy, którzy czczą pamięć polskich bohaterów; ci wszyscy, którzy nie wierzą w oficjalną (rządową) wersję katastrofy smoleńskiej i wiele, wiele innych osób to szkodnicy III RP.

Każdy mógłby dopisać do wymienionych przeze mnie grup kolejne osoby. Powyższa "lista" jest bowiem bardzo subiektywna i bardzo przepraszam, jeśli kogoś na niej nie zamieściłęm. Nie da się jednak oprzeć jednemu wrażeniu, który nasuwa się prawdopodobnie każdemu, mianowicie:
"bycie przyzwoitym jest bardzo ryzykowne i jest to naprawdę trudny kawałek chleba".

Wszystkie zabiegi propagandowe, który są poddani ludzie, uważani przez wymienione przeze mnie na początku grupy za szkodników III RP mają za zadanie ich odczłowieczanie. Taki sam zabieg propagandowy stosowały hitlerowskie Niemcy w stosunku do żydów. Wmawiano wówczas, że Żydzi, to zwykłe insekty, które zagrażają państwu i każdemu z nas z osobna. To Żydzi byli odpowiedzialni za całe zło, jakie wówczas dotykało Niemców, więc Żydzi musieli ponieść za to karę. Jeśli dzisiaj obywateli Rzeczypospolitej Polskiej dzieli się na tych młodych, oświeconych, popierających PO, wielbiących autorytety moralne i chwalących sobie poziom życia pozwalający na przeżycie od pierwszego do pierwszego oraz na szkodników, których jak najszybciej trzeba wyeliminować, którzy są ciemną masą ciągle jątrzącą i przeszkadzającą w spokojnym życiu, to nie dziwmy się, że nasze społeczeństwo jest podzielone bardziej niż kiedykolwiek.

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie

niedziela, 8 grudnia 2013

Aparat Represji PRL cz.2

Madzia dzisiaj powiedziała do mnie, żebym "napisał w końcu coś na blogu". W związku z tym nie mam wyjścia :-)


Zamieszanie, które w tym tygodniu rozpoczął swoim paszkwilem na temat profesora Chrisa Cieszewskiego red. Tomasz Sekielski po raz kolejny pokazało jak wiele Polska straciła na oddaniu po roku 1989 MSW w ręce człowieka honoru generała Czesława Kiszczaka i jak wielkim żartem historii było to wszystko, co działo się w Polskim Sejmie w nocy z 4 na 5 czerwca 1992 roku, kiedy to sprzymierzone siły postkomunistów, lewicy laickiej i "racjonalnej" części przedstawicieli obozu "Solidarności" zablokowały akcję lustracyjną.

W związku z tym postanowiłem dzisiaj napisać zapowiedzianą dawno temu kontynuację tekstu dotyczącego Aparatu Represji PRL.


Opublikowana w roku 1960 Instrukcja nr 03/60 z dnia 2 VII 1960 o podstawowych środkach i formach pracy operacyjnej Służby Bezpieczeństwa podkreślała, że SB już nie powinna a musi korzystać z pomocy obywateli, przez co wprowadzone zostało do użycia pojęcie obywatelskiej pomocy. Osoby, które dobrowolnie, bez jakiegokolwiek przymusu ani formy zadośćuczynienia, wynagrodzenia etc przekazywały SB informacje nazywano pomocą samorzutną.
Jednak dużo większą rolę miały w tym przypadku odgrywać te osoby, do których mieli docierać funkcjonariusze SB. Instrukcja wyjaśniała, że w pierwszej kolejności chodzi o osoby "na których pomoc i dyskrecję można liczyć" oraz, że "zwykle będą to ludzie znani ze swojej pozytywnej postawy i przychylnego ustosunkowania się do władz państwowych".

Drugą grupą osób, do których mieli docierać funkcjonariusze SB, mieli być ludzie, "którzy z racji zajmowanego stanowiska zawodowego posiadają w zasadzie obowiązek meldowania o przejawach działalności przestępczej".

Trzecią grupę zainteresowania SB miały stanowić osoby, które miały stałą styczność z osobami i/lub zagadnieniami, którymi interesowało się SB.

W praktyce operacyjnej z trzech powyższych grup utworzono pomoc obywatelską. Mimo, że nie uwzględniono tego w Instrukcji..., to w praktyce operacyjnej używano podziału na: kontakt obywatelski (osoby pozytywnie ustosunkowane do PRL), kontakt poufny, kontakt służbowy (w obu przypadkach - osoby sprawujące funkcje i zajmujące stanowiska, którymi interesowali się funkcjonariusze SB).

Instrukcja nr 03/60 z dnia 2 VII 1960 o podstawowych środkach i formach pracy operacyjnej Służby Bezpieczeństwa wprowadzała również po raz pierwszy podstawową kategorię Osobowych Źródeł Informacji, która zastąpiła agenta i informatora. Kategorią tą był TAJNY WSPÓŁPRACOWNIK, czyli osoba mająca bezpośrednie dotarcie do ludzi pozostających w zainteresowaniu operacyjnym SB i cieszących się zaufaniem uznanych za wrogie środowisk - dzięki czemu mogła ona wykonywać zlecane jej zadania.

Kolejne zmiany wprowadziła instrukcja z 1970 roku, która co prawda utrzymała kategorię tajnego współpracownika, jednak obywatelską pomoc zastąpiono w niej kontaktem służbowym i kontaktem operacyjnym. Do tego wprowadzono nową kategorię - konsultanta.

Tajni współpracownicy w latach 1970-1989 "to osoby celowo pozyskane do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa i wykonujące zadania w zakresie zapobiegania, rozpoznawania i wykrywania wrogiej działalności".

Kontakty służbowe
w latach 1970-1989 utrzymywano z pracownikami zakładów pracy, urzędów i innych instytucji a ich celem było głównie współdziałanie bezpieki i kierownictw tychże zakładów w zakresie ochrony interesów dyktatury panującej wówczas w Polsce.

W latach 1970-1989 kontakty operacyjne "z obywatelami nawiązuje się w celu zorganizowania wstępnych informacji interesujących SB w tych wszystkich wypadkach, gdy nie zachodzi potrzeba angażowania tajnych współpracowników. Kontakty operacyjne mogą być również wykorzystywane do sprawdzania wstępnych informacji otrzymywanych z innych źródeł".

Konsultanci SB w latach 1970-1989, to osoby zaangażowane do pomocy SB, które potrafiły wesprzeć bezpiekę specjalistyczną wiedzą.

W grudniu 1989 roku wprowadzono ostatnią instrukcję, która obowiązywała przez kilka następnych miesięcy do przełomu marca i kwietnia 1990 roku. Jako główną kategorię OZI utrzymano w niej tajnego współpracownika ("tajnym współpracownikiem jest osoba pozyskana do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa w celu uzyskiwania w sposób tajny informacji dla tej służby oraz realizacji innych zadań").

Wprowadzono również osobę informującą, bądź co bądź - nieoficjalnego konfidenta - która zastąpiła kontakty operacyjne jak i służbowe ("osoba informacyjna jest osobą, która doraźnie, w sposób tajny pomaga SB, w szczególności przez udzielenie informacji interesujących tę służbę, o osobach, zdarzeniach i zjawiskach").

Utrzymano również kategorię konsultanta, który wykorzystując swoją specjalistyczną wiedzę świadczył SB usługi w zakresie ocen, ekspertyz czy też tłumaczeń językowych, niezbędnych w działaniach operacyjnych.

W przyszłości na pewno będę jeszcze wracał do tematu OZI i całego aparatu represji PRL i opiszę np. jak werbowano ludzi, jednak kiedy to nastąpi? Tego nie wiem. Wiem jedno - nie obiecuję, ponieważ znowu nie wywiążę się z terminu :-)

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie!