Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbrodnia katyńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbrodnia katyńska. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 lipca 2013

Obłęd 2013



Obłęd - inaczej paranoja, rodzaj psychozy, na która składają się logicznie usystematyzowane urojenia, bez zaburzeń uczuciowości.

W roku 2004 - w 60. rocznicę obchodów Powstania Warszawskiego na polskim rynku pojawiła się książka autorstwa Normana Davisa pt. "Powstanie 44", w której to autor pisze we wstępie, że nigdy w historii świata żadna armia nie wykazała się takim poświęceniem, takim męstwem, taką determinacją jak Powstańcy Warszawscy. Ubolewa jednocześnie, że to jemu przyszło napisać pierwszą, tego typu książkę o Powstaniu Warszawskim, ponieważ powinien robić to już dużo, dużo wcześniej ktoś inny, ale niestety nie pozwolił na to ani system panujący w Polsce od 1945 do 1989 roku, ani też m.in. niewidzialna ręka niezwykle wpływowych "autorytetów moralnych" brylujących na pierwszych stron gazet nie pozwoliła na to już w III RP.

W przeddzień 69. Rocznicy Wybuchu Powstania Warszawskiego w księgarniach można nabyć najnowszą książkę red. Piotra Zychowicza pt. "Obłęd 44", w której to autor opisuje wybuch powstania, przebieg walk, decyzje dowódców niczym jedną z największych polskich katastrof i klęsk narodowych.

Przyznam szczerze, że gdyby nie ta książka, to nie pisałbym w tym roku nic o Powstaniu Warszawskim, co zakomunikowałem wczoraj w tekście PRL - domniemane samobójstwa cz.2. Ale do rzeczy. Po napisaniu historii alternatywnej, jaką była książka "Pakt Ribbentrop-Beck", w której to minister Beck miał zawrzeć sojusz z Adolfem Hitlerem i razem z nim ruszyć do walki z ZSRR przyszedł czas na poruszenie jednej z najbardziej delikatnych spraw, która od kilku lat wywołuje prawdziwe burze w niemalże wszystkich dyskusjach.

Powstanie Warszawskie było klęską! Klęską militarną, klęską społeczną, klęską ekonomiczną. Dzisiaj patrząc na nie chłodnym okiem nie można dojść do innych wniosków, jednak... Nie można zapomnieć, że Polska była jednym z najbardziej, jeżeli nie najbardziej uciśnionym narodem w czasie II Wojny Światowej. Tylko w Polsce obowiązywał natychmiastowy wyrok śmierci za pomoc osobom pochodzenia żydowskiego. Tylko w Polsce ludzie byli tak upodleni, tak szkalowani, poniżani, bici, torturowani i mordowani przez okupantów. Tylko na polskich oficerach przeprowadzono operacje ludobójcze. Nie tylko Sowieci mordowali oficerów w Katyniu. Przecież polski kontrwywiad zaobserwował, iż między przedstawicielami hitlerowskich Niemiec i stalinowskiego ZSRR odbyły się 4 spotkania - jesienią i zimą 1939 roku i na początku 1940 roku - we Lwowie, w Krakowie i 2 w Zakopanem. Dziś wiemy, że oficjalnie rozmawiano tam o dalszej współpracy niemiecko-rosyjskiej i dalszym podziale strefy wpływów ogarniętej II Wojną Światową Europy. Wiemy również, że nieoficjalnie rozmawiano o eksterminacji i całkowitej eliminacji Polskiej Inteligencji. Przecież wspomniany wyżej mord katyński dokonany przez Sowietów i mord dokonany przez Niemców na Polakach w podwarszawskich Palmirach nie dość, że odbyły się w tym samym czasie, to jeszcze zastosowano w nich identyczne "kryteria", czytaj: strzał w tył głowy. Jedyna różnica polega na tym, że Niemcy nie dokonali czystki Polskich Oficerów i przedstawicieli Polskiej Inteligencji na taką skalę jak zrobili to Rosjanie.

Chłodna kalkulacja, jaką dzisiaj oferuje nam Piotr Zychowicz nie ma nic wspólnego z Warszawą w roku 1944. Każdy teraz może powiedzieć, że popełniono taki, taki i jeszcze taki błąd, jednak pierwsze dni Powstania Warszawskiego, początkowe sukcesy żołnierzy AK dały do zrozumienia, że Powstanie może być wygrane. Czy był wówczas ktokolwiek, kto spodziewał się, że Niemcy rzucą niemalże wszystkie swoje siły do walki z bohaterskimi warszawiakami? Oczywiście, że NIE! Przecież zrujnowanie Warszawy, tylko (a może właśnie aż) poza aspektem psychologicznym nie dawało Niemcom zupełnie niczego. Jest to przecież niemal identyczna sytuacja jak z marszem na Stalingrad, który nie był ani jakimś super strategicznym punktem Związku Radzieckiego ani nie był w stanie zapewnić Niemcom odpowiedniej ilości potrzebnych surowców do kontynuowania kampanii, jednak zdobycie go dałoby Niemcom potężny atut propagandowy i z całą pewnością mocno załamałoby morale żołnierzy Armii Czerwonej. Niemcy jednak Stalingradu nie zdobyli i gdybanie co by było gdyby jest po prostu niepotrzebne.

W niejednej ze swych wypowiedzi dotyczących "Obłędu 44" Piotr Zychowicz mówi, że potępia decyzję dowództwa, ale jest wielkim zwolennikiem Powstańców Warszawskich. Pan redaktor chyba jednak nie zdaje sobie sprawy, że w roku 1944 dowódca był dla żołnierza AK niczym Bóg - każdy rozkaz był świętością. Żołnierze byli całkowicie oddani sprawie, zdeterminowani, zdolni poświęcić życie za Ojczyznę. To nie jest mój wymysł. Można to przeczytać w wielu książkach czy to we wspomnieniach Władysława Bartoszewskiego czy w wierszach Kamila Baczyńskiego. Po prostu wszędzie. Jeśli więc żołnierze AK rzucili się wykonywać idiotyczny rozkaz, to kim tak naprawdę byli? Skoro redaktor atakuje dowódców, którzy w jego rozumowaniu postąpili delikatnie mówiąc nieodpowiedzialnie, to niby jak postępowali żołnierze, którzy wykonywali z narażeniem życia ich rozkazy?

Pozwolę sobie teraz zacytować słowa wicepremiera rządu RP Jana Stanisława Jankowskiego, który zginął w sowieckim więzieniu po słynnym "Procesie Szesnastu":
"My tu nie mamy wyboru. "Burza" nie jest w Warszawie czymś odosobnionym, to jest ogniwo łańcucha, który zaczął się we wrześniu 1939 r. Walki w mieście wybuchną, czy my tego chcemy, czy nie. Za dzień, dwa lub trzy Warszawa będzie na pierwszej linii frontu (...) Trudno sobie wyobrazić, że nasza (...) młodzież, którą myśmy szkolili od lat (...) daliśmy jej broń do ręki, będzie się biernie przyglądała albo da się Niemcom bez oporu wywieźć do Rzeszy? Jeżeli my nie damy sygnału do walki, ubiegną nas w tym komuniści. Ludzie wtedy oczywiście uwierzą, że chcieliśmy stać z bronią u nogi."
Pan red. Zychowicz mówi wprost, że te słowa są po prostu żenujące, ponieważ on uważa, że coś takiego nigdy nie miałoby miejsca, ponieważ żołnierze AK byli bardzo karni i trzymali się rozkazów. W odpowiedzi powiem Panu redaktorowi, że mój pradziadek został zamordowany przez Niemców za to, że miał ubłocone spodnie - Niemcy uznali, że jest żołnierzem, mimo że uciekał z całą rodziną przed nimi, i po prostu zastrzelili go przy żonie i dzieciach. Gdy usłyszałem tą historię od dziadka, który płakał opowiadając o tym, gdy sobie tylko ją przypomnę, to od razu otwiera mi się nóż w kieszeni. Może Pan red. Zychowicz ma rację - żołnierze AK nie wywołaliby Powstania bez rozkazu, ale na pewno warszawiacy nie przyglądaliby się biernie jak ich okupanci, mordercy i oprawcy na spokojnie opuszczają naszą stolicę.

Jest jeszcze wiele aspektów, które mógłbym poruszyć w tym wpisie, ale chyba wystarczająco dobrze przedstawiłem już moje stanowisko. Wygląda jednak na to, że red. Zychowicz, a przynajmniej ja tak wnioskuję z jego wypowiedzi, nie jest skory do dyskusji a każdy kontrargument, traktuje z wyniosłością: "Że co? ktoś się ze mną nie zgadza? toż to obłęd!".
Jeśli walka za Ojczyznę jest obłędem, jeśli chęć odwetu na prześladowcach jest obłędem, to wszyscy żołnierze AK byli w głębokiej psychozie. Czasem może jednak lepiej zostawić na boku chłodne kalkulacje. Jestem bowiem ciekaw jak zachowałby się red. Zychowicz, gdyby przyszłoby mu żyć w roku 1944? Czy wówczas również patrzyłby na decyzje dowództwa z takim dystansem jak dziś i tak mocno je krytykował?
Powtórzę: Powstanie Warszawskie było klęską! Klęską militarną, klęską społeczną, klęską ekonomiczną! Jednak było również zwycięstwem takich wartości jak Bóg, Honor i Ojczyzna! Było pokazaniem światu, że Polska walczy, Warszawa walczy! Męstwo, determinacja, największa ofiara, jaką złożyli warszawiacy są dziś natchnieniem dla milionów Polaków na całym świecie, i nie tylko Polaków! Dlaczego red. Zychowicz chce zabić ten mit? Niech każdy odpowie sobie sam...

PS. Początkowo myślałem, że tytuł ten dotyczy hitlerowskich sadystów palących żywcem noworodki na warszawskiej Woli. Widać jednak, mam inne pojęcie obłędu niż red. Zychowicz.

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie

środa, 6 marca 2013

Ferdynand Goetel - "Zachód i Katyń"

Tak jak wczoraj zapowiedziałem - zamieszczam dzisiaj kolejny tekst Ferdynanda Goetela, pt. "Zachód i Katyń", który został po raz pierwszy opublikowany w piśmie "Wiadomości" w 1951 roku. Uniwersalizm tego tekstu tego tekstu sprawia, że ja osobiście nie czuję 62 lat różnicy między dniem dzisiejszym, a datą jego publikacji. W miarę możliwości, bardzo proszę Drogi Czytelniku, żebyś spojrzał na ten tekst również przez pryzmat katastrofy smoleńskiej...

Zresztą, cóż będę się rozpisywał. Niech samo przemówi pióro Mistrza - Ferdynanda Goetela.
Zapraszam do lektury:

http://www.pamietamkatyn1940.pl/upload/obowiazekpamieci/goetel_w_lesie_kat.jpg

"Pamiętam dobrze opór wśród tzw. miarodajnych czynników w Warszawie, jaki musiałem pokonywać w 1943 r. wyjeżdżając do Katynia. Po powrocie stoczyłem całą walkę, by sprawę narzucić polskiemu Czerwonemu Krzyżowi. W pierwszych dniach nie chciano jeszcze uwierzyć, iż zbrodnia jest dziełem bolszewików. Później, gdy wymowa zdarzenia stawała się coraz bardziej wyraźna, zrozumiano wreszcie całą grozę zbrodni, jej znaczenie polityczne. Wstrząs moralny nie był zapewne tak silny, jakby się tego można było spodziewać. Lata okupacji oswoiły już ludzi ze zbrodnią. Szaleństwo niemieckie przyczyniło się do tego, że Katyń oszołomił tylko na krótko opinię polskiego społeczeństwa. W chwili bowiem, gdy prasa i megafony niemieckie głosiły patetycznie szczegóły o Katyniu i piętnował Rosjan, pierścień gestapowców otoczył getto warszawskie, dokonując gigantycznych zbrodni wyniszczenia zamkniętych w nim Żydów. Przeciętny warszawiak, mając na oczach dowód tego, co popełnić są w stanie Niemcy, położył i Katyń na ich karb. Ludzie przenikliwsi zdawali sobie jednak sprawę, że wymordowanie jeńców polskich w Katyniu jest dziełem Rosjan. Wszakże był to okres, w którym działała już instrukcja "Burza" [1]. Przyspieszyć klęskę Niemiec, przyczynić się do niej, zaważyć w chwili zwycięstwa - oto były cele zbyt ważne, by występować z oskarżeniem przeciw jednemu z niemieckich sprzymierzeńców.

- Ja pana rozumiem - rzekł mi pewien konspiracyjny polityk.
- Sprawa jest ważna i nawet ma znaczenie historyczne, ale taktyka nie pozwala jej podejmować dziś.

Taktyka... Myślałem nieraz o niej. Pojęcie to ma z pewnością wielkie znaczenie w działaniu politycznym. Cóż jednak stanie się, gdy zastosujemy taktykę w sprawach moralnych? Czy można usprawiedliwić wytyczenie jakiegoś 38 równoleżnika na mapie sumienia, i osądzić, że jest to strefa nieprzekraczalna? A jednak linię taką wytyczono. Próba przełamania jej przez Sikorskiego skończyła się gorzką nauczką dla nietaktownych Polaków. Rosja zerwała stosunki dyplomatyczne z Polską, Zachód przyjął ten fakt do wiadomości, wszystko razem było wstępem do opuszczenia sprawy polskiej przez Zachód. Zmieciony z powierzchni ziemi, Katyń nie przestał istnieć jako zagadnienie moralne, dziś najcięższe i wciąż domagające się rozwiązania.

Taktyka spowodowała znane już umycie rąk przez trybunał norymberski. Taktyka zmusiła i Polaków, że na procesie norymberskim przedstawili jedynie bezimienną i słabo opracowaną broszurę i nie zdobyli się na stanowczy głos protestu, choć powinni byli już wiedzieć, że na arenie politycznej niewiele mamy do wygrania. Taktyka każe w sprawie Katynia milczeć oficjalnej opinii zachodniej i po dziś dzień. Jest co prawda w Ameryce komitet do sprawy Katynia pod przewodnictwem ambasadora Bliss-Line'a, człowieka najlepszej woli, ale drzwi Departamentu Stanu są dla niego zamknięte. Znana jest historia raportu ppłk. Van Vlieta [2]. Wiemy, że raport ten zniknął w tajemniczych okolicznościach. Nie mamy żadnych wątpliwości, czyja ręka dokument usunęła. Śledztwo podobno się toczy. Należy przypuszczać, że toczyć się będzie długo, tak długo jak tego wymagać będą względy taktyczne w stosunku do całej sprawy katyńskiej. Sądzę też, że dla Polaków jest rzeczą obojętną, kto i w jakich okolicznościach sprzątnął raport Van Vlieta. Ważne jest wytoczenie sprawy, która pomimo wszystkich taktycznych starań, dojrzewa i nabiera dynamicznego ciężaru, tak jak nabierają go zbrojenia całego zachodniego świata. Słyszę nieraz głos, że wytoczenie sprawy katyńskiej zbiegnie się z trzecią wojną światową. I chyba nie będzie inaczej. Wśród licznych spraw moralnych, powodujących dziś rozdźwięk pomiędzy Rosją i Zachodem, Katyń jest sprawą osobliwego znaczenia. Sam jeden wystarcza, by wywołać i usprawiedliwić wojnę.

Dobrze więc się stało, że wyszedł drugi nakład książki o Katyniu [3]. Czytelnik polski na obczyźnie jest już podobno przesycony relacjami z czasów okupacji. Odwracając się od ubiegłych lat, zapomina jednak, że rezygnuje tym samym z całego naszego przewodu, którym nie jest 'martyrologia', lecz właśnie nie wymierzona dotąd sprawiedliwość. Nie o mesjanizm chodzi, ale o nieustępliwe, wytrwałe i twarde żądanie rozrachunku. Świadectwem tej postawy jest właśnie książka o Katyniu.

Nie ma potrzeby roztrząsać jej z punktu widzenia dokumentacji. Przytoczone w niej fakty są już dostatecznie sprawdzone i skontrolowane. W nowym wydaniu książka zawiera niepodane dotychczas ilustracje i relacje, wyjątek 'katyński' z pamiętników Churchilla oraz sprawozdanie o amerykańskim raporcie ppłk. Van Vlieta. Innowacją jest również skorowidz nazw miejscowości i nazwisk.

Ale czy w następnym wydaniu nie należałoby omówić następstw, jakie wywołała zbrodnia katyńska? Nie chodzi mi tu o zdarzenia areny polityki światowej, ale o los kilku osób związanych ze sprawą katyńską. Pierwszą z nich jest dr med. Grodzki, który razem ze mną był w Katyniu w delegacji polskiej. Według posiadanych przeze mnie informacji, za których ścisłość ręczyć nie mogę, dr Grodzki został zamordowany przez bojówkę komunistyczną w lasach pod Jabłonną, jeszcze w 1943 roku [4]. Jak się przedstawia ta sprawa? Osobą drugą jest prokurator dr Martini, który po wejściu bolszewików do Polski prowadził dochodzenie katyńskie z ramienia prokuratury polskiej. Martini, jak wiadomo, został zastrzelony. Powodem miała być zemsta uwiedzionej przez niego dziewczyny, córki kompozytora Maklakiewicza. Zabójczyni, czy też zabójców nie pociągnięto do odpowiedzialności [5]. Byłoby rzeczą ważną, gdyby sprawa Martiniego została oświetlona, chociażby w zakresie znanych nam faktów i dat. Trzecią osobą jest Iwan Kriwoziercow, najważniejszy dziś nieżyjący świadek oskarżenia. Kto miał możliwość zetknąć się z tym człowiekiem i z jego furią wewnętrzną, z jaką chciał dojść prawdy o Katyniu, jak ważny był los i życie Kriwoziercowa. Przybył on do Anglii wraz z II Korpusem. Uzyskał prawo azylu i pracował na równi z innymi w jednym z prowincjonalnych miast Anglii. Przed dwoma laty zmarł. Autentycznej wersji jego zgonu nie można ustalić. Według jednym powiesił się na baraku, według innych zamordowano go w bójce w barze publicznym. Pytam, czy znane jest orzeczenie coronera ustalające przyczyną gwałtownej śmierci? Gdzie jest mogiła Kriwoziercowa? Sądzę, że ów 'dalszy ciąg' Katynia nie powinien być zlekceważony. Stanowi on ostrzeżenie nie tylko dla ludzi związanych ze sprawą katyńską pośrednio czy bezpośrednio. Jest przestrogą dla całego świata. Jest próbą posiania lęku i zdławienia każdego człowieka, który przezwycięża zmowę milczenia i przekracza równoleżnik wykreślony przez tchórzostwo i obawę spojrzenia prawdzie w oczy. Jest i świadectwem, że ręka skrytobójcza i kierująca nią wola działa nieprzerwania.

W dziejach ludzkości było wiele zdarzeń okrutnych i haniebnych. Wyrównane nie zostały nigdy, gdyż rozrachunek pomiędzy sprawiedliwością a zbrodnią nie jest nigdy zupełny i nie ma możliwości odpłacić złoczyńcy tą samą monetą okrucieństwa. Sprawiedliwość wydaje więc wyrok, na jaki ją stać - sumienie świata, choć i świadome, że nie wszystko zostało rozliczone, kładzie krzyż na sprawie.

Tak stało się ze zbrodniarzami wojennymi Niemców. Żadnej jednak ze zbrodni niemieckich podobnie jak żadnej ze zbrodni popełnionych dawnymi czasy, świadomie nie przemilczano. I nie ma doprawdy wypadku, by cenzura, ta oficjalna i ta publiczna, popierała skrytobójcę, nie dopuszczając w ogóle do wyjaśnienia przewodu zbrodni. I tu jest 'moralne' zwycięstwo, które odniósł i odnosi ciemny zbrodniarz katyński nad całym 'oświeconym' światem zachodnim, zwycięstwo, którego my, naiwni, romantyczni Polacy, zrozumieć nie chcemy i nie możemy, gdyż wchodzi w grę cała nasza wiara w Zachód i moralną wartość jego kultury."

1. Kryptonim planu i akcji zbrojnej AK w 1944 roku, który zakładał stopniową mobilizację oddziałów i atakowanie wycofujących się wojsk niemieckich, aby przywrócić władzę państwa polskiego przed wkroczeniem Armii Czerwonej.
2. Amerykański oficer John H. Van Vliet jako jeniec wojenny został skierowany przez Niemców do Katynia w kwietniu 1943 roku; przekonany o winie władz sowieckich, napisał w tym duch raport tuż po uwolnieniu w 1945 roku, który to raport został natychmiast utajniony przez Amerykanów i najpewniej zniszczony.
3. Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów z przedmową Władysława Andersa
4. Do dzisiaj niewiele wiadomo o dr Grodzkim, w tym o okolicznościach jego śmierci.
5. Roman Martini nie został zastrzelony - mordercy posłużyli się sztyletem i kluczem instalacyjnym. Jolantę Słapiankę skazano na 15 lat więzienia za współudział w zabójstwie. Do zabójstwa przyznał się też jej narzeczony, Stanisław Lubicz-Wróblewski, który po aresztowaniu zbiegł z więzienia i wstąpił do antykomunistycznej partyzantki. Ujęty ponownie, został skazany na karę śmierci - wyrok wykonano w 1947 roku.

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie

wtorek, 5 marca 2013

Ferdynand Goetel - "Czas pogardy"

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/a8/Ferdynand_Goetel_(1936).jpg

Poniższy tekst został po raz pierwszy opublikowany w piśmie "Nurt" (konspiracyjnym miesięczniku poświęconym kulturze, wydawanym w Warszawie od marca 1943 do maja 1944) w czerwcu 1943 roku. Zamieszczam go dzisiaj, ponieważ dawno nie czytałem tak konkretnego, rzeczowego i tak dobrego tekstu na temat totalitaryzmu i zbrodni katyńskiej, której 73. rocznica zbliża się wielkimi krokami.

Tekst jest dość krótki, ale jak dla mnie mówi więcej niż niejedno opracowanie.

Zapraszam do lektury:

"Ponura zbrodnia w Katyniu każe nam raz jeszcze zastanowić się nad dziwnym obliczem naszych czasów. "Mniejsza", że kilka tysięcy niewinnych ludzi skazano na śmierć bez sądu, wyroku i przygotowania do śmierci. Ważniejsze, że zamordowano oszczędnym, racjonalnym, my, ludzie ze skrupułami, powiedzielibyśmy "nikczemnym", strzałem w tył głowy. Najważniejsze, że egzekucji dokonali nie zawodowi oprawcy, ale "idealiści", ludzie wysoko zaufani w partii, która stoi na czele narodu, ludzie szczególnych zalet charakteru, którzy umieją mordować i milczeć, poza tym być normalnym, być może nawet wzorowym obywatelem.

Nie są oni rzecz prosta specjalnością rosyjską. Niemcy hitlerowskie pokazały nam też całą armię idealistów-oprawców, zdolnych wykonać bez zmrużenia powiek tyle wyroków, ile wytrzyma lufa rewolweru.

Walka totalna, jak wiadomo, opiera się na nienawiści wroga. Aby być w porządku z nienawiścią, trzeba wrogiem pogardzać. Nienawiść ułatwia bowiem zabójstwo, pogarda zwalnia od wyrzutów sumienia. Nienawidzony i pogardzany wróg nie jest wart więcej od jednej kuli i nie zasługuje na żaden ceremoniał przedśmiertny i pośmiertny. Logikę taką, choć wstrętną, jesteśmy jeszcze w stanie pojąć. Kłopotliwym będzie rozważanie, co się dzieje z pogardą dla własnych ludzi, którym powierza się odpowiedzialne funkcje mordercze? Czy jej nie ma?... Musi być! Inaczej na czele dzisiejszych państw totalnych staliby ci, którzy mają najwięcej trupów na rozkładzie. A nawet naczelnicy NKWD i Gestapo nie parają się czynnym morderstwem. Może gdzieś, kiedyś, raz i drugi, na początku kariery... Czy wreszcie mordercy-idealiści nie czują pogardy dla słabszych i bardziej "miękkich" od siebie i czy w końcu, gdy jednak ich minie "zasłużona" nagroda, nie zdławi ich pogarda dla samych siebie? Samobójczość systemu, który przez uświadomienie i wychowanie prowadzi do morderstwa polega na tym, że po morderstwie nie ma już żadnego kroku, ni wstecz, ani naprzód."

Postaram się w miarę możliwości jeszcze dziś bądź jutro zamieścić drugi tekst Ferdynanda Goetela dotyczący zbrodni katyńskiej, który napisał on w Wielkiej Brytani już po grudniu 1945, kiedy to musiał uciekać z Polski przed komunistami.

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie

czwartek, 3 stycznia 2013

Za Katyń odpowiadają Rosjanie - moja polemika z O. Jackiem Salijem

 Polski cmentarz wojenny w Katyniu / fot. J. Kucharzyk

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że jestem wielkim sympatykiem Ojca Jacka Salija, zarówno jego tekstów teologicznych jak i filozoficznych. Póki co posiadam jego dwie książki: "Wierność i obietnica" oraz "Miłujcie nieprzyjacioły wasze". Właśnie w tej drugiej książce przeczytałem dziś Tekst wygłoszony przez O. Jacka Salija 28 września 2006 w gmachu Sejmu RP podczas Międzynarodowej Konferencji "Prawda, Pamięć, Tożsamość Katynia i Golgoty Wschodu. Chciałbym przytoczyć teraz jego, moim zdaniem, najistotniejszy fragment, a następnie przedstawić moje, bardzo krytyczne zresztą stanowisko w stosunku do niego.

"Rzecz jasna, wyrazami "Katyń", "katyński" będę się posługiwał w sensie szerokim. Obejmuję nimi wszystkich polskich oficerów, którzy zostali zamordowani w wyniku decyzji Stalina i Biura Politycznego KPZS z 5 marca 1940 roku. I od razu na samym początku trzeba podkreślić, że była to komunistyczna zbrodnia wojenna. Unikajmy przypisywania jej Rosjanom - nie tylko dlatego, że to ich rani i ogromnie utrudnia wzajemne porozumienie, ale przede wszystkim dlatego, że to naprawdę była zbrodnia komunistyczna".

Najbardziej uderzyło we mnie stwierdzenia, że była to komunistyczna zbrodnia wojenna. Bardzo mi przykro, ale moje zdanie jest całkowicie inne, ponieważ nigdy w czasie udokumentowanej historii ludzkości nie miało miejsca tego typu ludobójstwo, w którym zamordowano wszystkich oficerów wojskowych i jednocześnie najważniejszych intelektualistów danego kraju, tylko dlatego, że byli oni jego mieszkańcami i tylko dlatego że w przyszłości mogli stawić opór najbardziej pokojowo nastawionemu krajowi w dziejach ludzkości, jakim był Związek Radziecki.

Nie była to zbrodnia ani komunistyczna, ani wojenna. Była to staranie przemyślana i praktycznie bezbłędnie zorganizowana zbrodnia przeprowadzona przez ówczesne państwo rosyjskie i to ponad pół roku od zakończenia marszu sprzymierzonych wojsk hitlerowsko-stalinowskich na Warszawę, dokonana w miejscu, gdzie nie miały wówczas miejsca żadne działania wojenne. Polscy oficerowie, de facto jeńcy wojenni, zostali przetransportowani kilkaset kilometrów w bydlęcych wagonach tylko i wyłącznie po to, żeby otrzymać strzał w tył głowy oraz aby nikt za szybko nie odnalazł ich ciał.

Naprawdę nie rozumiem skąd taka logika i skąd ten sposób postrzegania zbrodni katyńskiej, jaki w tym przytoczonym fragmencie reprezentuje O. Jacek Salij. Dlaczego niby mamy nie przypisywać jej Rosjanom, którzy do dziś niczym diabeł wody święconej boją się ujawnienia jakichkolwiek dokumentów związanych z tym, co ponad 70 lat temu działo się z wyroku towarzyszów Stalina i Berii? Dlaczego O. Jacek Salij wychodzi z założenia, że wraz z upadkiem ZSRR w Rosji nie ma komunistów, a są tylko i wyłącznie Rosjanie, którym Polacy nie mogą psuć samopoczucia, których nie wolno krzywdzić? Tego naprawdę nie rozumiem.

Wszyscy wiemy, co dzieje się w świecie z usuwanie z pamięci historycznej słowa "niemiecki", gdy np. mówi się o obozach koncentracyjnych, zbrodniach II Wojny Światowej etc. Każdy coś bełkocze o nazistach i faszystach, którzy byli nacją beznarodową. Po prostu sobie byli, a teraz już ich nie ma. Takie samo stanowisko przyjmuje w moim przekonaniu O. Jacek Salij w przytoczonym cytacie. Komuniści według niego byli również nacją, której nie można identyfikować z żadnym krajem. Wszyscy doskonale wiemy, gdzie narodził się hitleryzm, gdzie narodził się komunizm. Dlaczego więc tak uparcie niektórzy unikają powiedzenia tego na głos?

Było mi naprawdę cholernie przykro czytając te słowa, ponieważ jak na początku zaznaczyłem - bardzo lubię i cenię teksty O. Jacka Salija, jego wiedzę oraz postawę. Jestem w stanie zrozumieć wiele, ponieważ postrzegam się jako osobę wierzącą, ale sorry Winnetou, można wybaczyć, ale nie można zapomnieć. Dlaczego niby kosztem własnego samopoczucia mam poprawiać humor Rosjanom? Czy nie jest powiedziane, że kto nie potrafi kochać samego siebie, ten nie jest w stanie kochać innych? Dlaczego mam odrzucać prawdę historyczną, która przez tyle lat była i dalej jest pomijana i zakłamywana?

I na sam koniec. W moim przekonaniu przez tego typu, za przeproszeniem, głupie podejście, jakie zaprezentował w tej wypowiedzi O. Jacek Salij negatywne stereotypy o Polakach i państwie polskim, jakie są powszechnie znane w świecie - ze stereotypem Polaka Antysemity oraz "polskich obozów zagłady" - tylko przybierają na sile. W okresie międzywojennym Stany Zjednoczone i wszystkie inne najpotężniejsze kraje na świecie broniły się rękami i nogami przed masowym napływem do nich Żydów. II RP ich przyjmowała i dawała obywatelstwo, a mimo to Polacy to Antysemici. Wszystkie kraje alianckie wiedziały o obozach koncentracyjnych m.in. w Oświęcimiu i wystarczyło po prostu je zbombardować lub zniszczyć w jakikolwiek inny sposób, ale przecież po co? Lepiej zrzucić winę na Polaków. A sami Polacy o nacjach, które doszczętnie zniszczyły ich kraj oraz zamordowały, okaleczyły lub na wiele lat zamknęły w więzieniach wielu niewinnych spośród nich dziś mówią o komunistach i nazistach. Naprawdę nie jestem w stanie tego zrozumieć i naprawdę też nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie: co będzie następne? Za jakie kłamstwo historyczne Polacy będą przepraszać? Jakie zbrodnie, których na naszym narodzie dokonano niektórzy będą wybielać, żeby poprawić komuś samopoczucie?

Można się ze mną nie zgadzać, ale niestety tak właśnie to widzę.

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie

sobota, 17 listopada 2012

"Operacja Polska", czyli Jesteś Polakiem, więc GIŃ!

http://www.hubertlerch.com/images/Stalinfriends.jpg

"Z politycznego punktu widzenia jest arcyważne, żeby dobić Polskę"
(Lenin, 12 sierpnia 1920)

Strasznie ubolewam, że tak niewiele osób wie o tak zwanej "Operacji Polskiej", która została przeprowadzona przez towarzyszów Stalina i Berię.

Piszę o tym dzisiaj, ponieważ chciałbym, żeby czytelnicy tego bloga oraz osoby, które tu trafią wiedzieli, że na początku grudnia 1939 roku towarzysz Beria przedstawił towarzyszowi Stalinowi akt prawny, który umożliwiał wywożenie na dalekie tereny położone na północy i wschodzie Związku Radzieckiego Polaków, którzy zostali uznani za niewygodnych i groźnych w szerzeniu komunistycznego terroru porządku na podbitych ziemiach polskich kresów wschodnich.

10 lutego 1940 roku rozpoczęła się przeprowadzona na ogromną skalę akcja deportacyjna. Do dziesiątek tysięcy polskich domów na kresach wjechali żołnierze radzieccy zarówno z Armii Czerwonej jak i z NKWD (pewnie dlatego do dziś wiele ulic w polskich większych i mniejszych miastach i miejscowościach nosi nazwy Armii Czerwonej, Armii Ludowej etc). Kilkanaście, czasem kilkadziesiąt minut mieli ci wszyscy, do których w środku nocy zapukały ludzkie bestie w radzieckich mundurach, na spakowanie najważniejszych rzeczy i przygotowanie do mającej trwać 2-3 tygodnie wywózki. Różni naukowcy podają różne dane. Obecnie szacuje się, że w ciągu tej straszne nocy wywieziono z domów od 120 tysięcy do 250 tysięcy osób.

Pierwszą deportacją zostali objęci przede wszystkim osadnicy, którym polski rząd nadał działki za udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku oraz pracownicy leśni, gajowi, drwale, którzy mieli w przyszłości pomagać powstańcom antyradzieckim. Podczas trzech kolejnych deportacji, z których ostatnia odbyła się w połowie 1941 nie było już takiej 'selekcji'. Do bydlęcych wagonów wrzucano wszystkich, bez kryteriów i jakiejkolwiek litości. Naukowcy dzisiaj oceniają na podstawie danych dotyczących zamieszkania na terenach dotkniętych deportacją, że wywieziono w głąb ZSRR około miliona osób. Odtajnione w Rosji archiwa mówią natomiast o około 300 tysiącach deportowanych, tylko czy można wierzyć Rosjanom, którzy do dziś ciągają po sądach wszystkich publicystów prasy amerykańskiej, kanadyjskiej, australijskiej etc, którzy napiszą, że za zbrodnię katyńską odpowiada Stalin i ZSRR?

Dlaczego dzisiaj w wolnej Polsce nie mówimy o "Operacji Polskiej"? Dlaczego ta zbrodnia, którą można nazwać ludobójstwem jest pomijana, a pamiętamy tylko o zbrodni katyńskiej? Jest to według mnie spowodowane tym, że rodziny i potomkowie oficerów z obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku do dziś upominają się o cześć i pamięć swoich krewnych i bliskich, natomiast o ofiary "Operacji Polskiej" nie ma się kto upomnieć, ponieważ całe rodziny po prostu nie żyją.

Bestialstwo, jakie jest w stanie stworzyć tylko gatunek ludzki, którego doświadczyli Polacy żyjący na Kresach nie może być pomijane. Nie chcę tutaj pomniejszać wymiaru zbrodni katyńskiej, która jest zjawiskiem niespotykanym i która nie zdarzyła nigdy wcześniej i później w dziejach ludzkości. Chciałbym jednak, żebyśmy pamiętali również o tych, którzy z ręki radzieckich zbrodniarzy i morderców ginęli tylko i wyłącznie za to, że byli Polakami.

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie