Pokazywanie postów oznaczonych etykietą upadek komunizmu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą upadek komunizmu. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 czerwca 2013

4 czerwca 1989 - Początek końca "Solidarności"

http://bi.gazeta.pl/im/3/7030/z7030323Q.jpg

Dzisiejszy tekst chciałbym rozpocząć poleceniem wydanym 26 czerwca 1989 roku przez szefa SB gen. Henryka Dankowskiego swoim podwładnym:

"ze względu na sytuację, jaka wytworzyła się po wyborach do Sejmu i Senatu proszę o przesłanie w trybie pilnym na moje ręce następujących dokumentów:
1. Charakterystykę aktualnie wybranych posłów i senatorów, będących aktualnie naszymi współpracownikami [...] proszę uwzględnić stopień ich związania z naszą służbą, dyspozycyjność w realizacji zadań, a także ugrupowanie polityczne, które reprezentują.
2. Charakterystykę osób, które nie są formalnie naszymi współpracownikami, lecz z którymi w różnej formie utrzymywany jest stały lub okresowy kontakt operacyjny [...]. Osoby z w[yżej] wym[ienionych] grup, które są zarejestrowane w ewidencji Biura "C" (tajni współpracownicy, kontakty bądź zabezpieczenie) należy zdjąć z ewidencji operacyjnej [...] nie powinno to oznaczać przerwania kontaktu operacyjnego. Przeciwnie, należy podejmować różnorodne działania, by osoby te były coraz bardziej związane z nami i coraz bardziej dyspozycyjne w realizacji zadań [...]".

Jak podają źródła IPN w tamtym czasie miało być w Polsce około 100 tys. Tajnych Współpracowników SB. Tego możemy być pewni. Ile natomiast osób było wówczas w jakikolwiek sposób uwikłanych w kontakty z komunistycznym aparatem represji? 200 tysięcy? 300 tysięcy? Może więcej... Wiadomo na pewno również, że dominującą ich część stanowili reprezentanci ówczesnej opozycji, środowisk naukowych, artystycznych, twórczych, dziennikarskich etc.

Czy możemy mówić, że w wyborach 4 czerwca 1989 roku komuniści ponieśli klęskę? Nie możemy, bowiem Komitet Obywatelski otrzymał tyle głosów, ile miał otrzymać, czyli legendarne 35%. Wynik ten nie był żadnym zaskoczeniem dla partyjnych towarzyszy, ponieważ został on z góry ustalony podczas obrad "okrągłego stołu" i skutecznie uniemożliwiał przeciwstawienie się "konstruktywnej" opozycji towarzyszom z PZPR.
Drugim argumentem podważającym mit 4 czerwca 1989 roku było - zgodnie z sowieckim wzorcem - przesunięcie centrum władzy z KC PZPR do pałacu prezydenckiego. Do kompetencji przyszłego prezydenta, którym miał zostać towarzysz generał Wojciech Jaruzelski miało należeć m. in. uznaniowe prawo do rozwiązania kontraktowego parlamentu.
Dzisiaj zwolennicy 4 czerwca 1989 roku mówią: "Ale przecież ekipa Jaruzelskiego skapitulowała, ponieważ opozycja miała swojego premiera w osobie Tadeusza Mazowieckiego". W mojej ocenie ten gest dobrej woli ze strony Jaruzelskiego i reszty towarzyszy miał przede wszystkim wytworzyć wśród okrągłostołowej opozycji przede wszystkim poczucie wdzięczności na zasadzie "choć nie musimy, to oddajemy wam władzę". Ta wspaniałomyślność do dziś jest gloryfikowana przez rzesze polskich autorytetów moralnych.
Rzeczywistość jednak wyglądała zupełnie inaczej - komuniści utrzymali bowiem jeszcze przez długi czas najważniejsze narzędzie kontroli nowego-starego systemu jednocześnie zabezpieczając ostatecznie swoje interesy zarówno biznesowe jak i polityczne. Spowolnienie procesu demokratyzacji, utrzymanie niemal całkowitej kontroli nad resortami siłowymi i ciągłe przedłużanie trwania kadencji parlamentu kontraktowego, brak lustracji i dekomunizacji oraz wiele innych, dziś zapomnianych spraw - to największe sukcesy ówczesnej ekipy Jaruzelskiego, z którymi ówczesna opozycja nie potrafiła i nie chciała sobie poradzić. Jaki wpływ mogli mieć na to zmobilizowani przez gen. Henryka Dankowskiego Tajni Współpracownicy? Tego się chyba już nigdy nie dowiemy.

W marcu i kwietniu 1990 roku na Węgrzech przeprowadzono w dwóch turach wolne wybory. W marcu 1990 roku to samo miało miejsce w NRD, w maju 1990 roku w Rumunii, w czerwcu 1990 roku w Czechosłowacji i Bułgarii.
W Polsce pierwsze wolne wybory do Sejmu i Senatu przeprowadzono dopiero na jesień 1991 roku. Polska była wówczas ostatnim krajem byłego bloku wschodniego, w którym wyłoniono parlament w wolnym głosowaniu!

Dzisiaj, 24 lata później, mało kto chce rozmawiać o faktach i ich konsekwencjach dla współczesnej Polski, ponieważ jesteśmy świadkami batalii moralnej. Środowisko związane z opozycją konstruktywną, "Gazetą Wyborczą" etc wciąż mówią o "jedynej drodze", która mogła zapewnić Polakom wyjście z komunizmu. Drogą tą było dogadanie się z komunistami.
Rozważania w stylu "Co by było gdyby...?" są dziś zadaniem dla pisarz political-fiction. W mojej ocenie nie można jednak mówić o tylko jednej możliwości wyjścia z sytuacji i/lub że była ona pod każdym względem najlepsza.
Przytoczony przeze mnie na początku cytat pokazuje jak dopracowana była taktyka ekipy Wojciecha Jaruzelskiego. Taktyka ta zapewnia do dziś odpowiednie korzyści odpowiednim ludziom.
4 czerwca 1989 roku nie skończył się w Polsce komunizm. 4 czerwca 1989 roku przedstawiciele Komitetu Obywatelskiego i "Solidarności" po prostu zapomnieli, że listę krajową poparło kilka milionów Polaków. Między innymi dzięki temu postkomuna wróciła do władzy w 1993 roku.

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie

poniedziałek, 4 marca 2013

Mitologia III RP - Mit Okrągłego Stołu cz.2


Poprzedni wpis zakończyłem krótką wzmianką zhańbienia swoich nazwisk przez przedstawicieli "lewicy laickiej" bądź też - OPOZYCJI RACJONALNEJ. Dzisiaj chciałbym rozpocząć od przedstawienia drugiego nurtu ówczesnej polskiej opozycji - tzw. oszołomów.

Przedstawiciele tychże oszołomów uważali, że należy bez jakiegokolwiek kompromisu dążyć wszelkimi dostępnymi środkami do pozbawienia komunistów władzy. O tym, że było to całkiem realne postanowienie świadczyło wyraźne osłabienie systemu komunistycznego nie tylko w PZPR, ale we wszystkich krajach bloku wschodniego.

Opozycjoniści reprezentujący ten pogląd, którzy byli skupieni wokół:
- Grupy Roboczej Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność", czyli wokół m.in. Andrzeja Gwiazdy i Andrzeja Słowika,
- "Solidarności Walczącej" Kornela Morawieckiego,
- Konfederacji Polski Niepodległej Leszka Moczulskiego,
- Niezależnego Zrzeszenia Studentów,
- Federacji Młodzieży Walczącej,
- ruchu "Wolność i Pokój",
- Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość i wielu innych mniej znanych organizacji anty-systemowych uważali, że negocjacje z komunistami są zdradą ideałów, za które dotąd walczyli, cierpieli, byli internowani, bici, mordowani. Systemu nie należy reformować, tylko należy go odrzucić i unicestwić - jak wówczas mawiali oszołomy.

Niewyobrażalna klęska, jaką w wyborach w czerwcu 1989 ponieśli towarzysze Jaruzelskiego chyba najlepiej ukazuje, że to właśnie OPOZYCJA REAKCYJNA ze swoimi oszołomami miała rację.

Konflikt pomiędzy tymi dwoma nurtami polskiej opozycji w kolejnych miesiącach i latach jeszcze bardziej się pogłębił i zyskał miano wojny polsko-polskiej. Oszołomy zażądały jak najszybszego unieważnienia ustaleń okrągłostołowych i rozpisania nowych, w pełni demokratycznych wyborów. Ostatecznie jednak Polska, która była uważana za symbol początku przemian roku 1989, za symbol zerwania żelaznej kurtyny była ostatnim krajem bloku wschodniego, w którym przeprowadzono wolne wybory parlamentarne.

Wielki mit "Okrągłego stołu", wielki mit "założycielski III RP", mit historycznego kompromisu między komunistami a opozycją są zawsze związane z mową o "jedynej drodze", jaką wówczas mogła pójść Polska. Drogą tą mogło być tylko i wyłącznie dogadanie się z komunistami.

Nie wiemy jak wyglądałbym scenariusz alternatywny, gdyby w którymś momencie sprawy potoczyły się inaczej niż "architekci przemian" założyli. Jest to zadanie do autorów science-fiction... W mojej ocenie nie ulega jednak jakiejkolwiek wątpliwości, że pod koniec lat 80. istniała również inna droga, tak jak podczas wszystkich najważniejszych wydarzeń w dziejach Polski i świata, które mogły mieć wiele przebiegów. Sam fakt, że ówczesna "grupa trzymająca władzę" zdecydowała się na takie, a nie inne rozwiązanie nie jest jakimkolwiek argumentem do stwierdzenia i trwania w przekonaniu, że było to najlepsze rozwiązanie. Opozycję zasiadającą do "Okrągłego stołu" można usprawiedliwić tylko jednym - mieli oni zafałszowane wyobrażenie o sile reżimu oraz pamiętając wybuch Stanu Wojennego. Opozycjoniści (a na pewno część z nich) bali się, że władze PRL posiadają potencjał militarny, mimo że w rzeczywistości go nie miały. Podobnie wyolbrzymiano możliwości Kremla i ZSRR.

Dzisiaj, prawie 24 lata później, możemy spojrzeć z dużym dystansem na istotę opisywanego przeze mnie mitu. Mamy coraz więcej historyków, którzy mogą przekazywać społeczeństwu prawdziwą, a nie "groteskową", "słodką", "zabawną" twarz komunizmu i jego zbrodniarzy. Dziś możemy głośno mówić o ich zbrodniach i nazywać ich mordercami, a nie "ludźmi honoru". Możemy dziś na podstawie ujawnionych dokumentów spokojnie prześledzić jak w rzeczywistości wyglądała polska transformacja. Warto o tym pamiętać i trzeba z tego korzystać!

Mam nadzieję, że te dwa teksty, w których bardzo pokrótce chciałem zrelacjonować "Okrągły stół" i drugą komunistyczną odwilż skłonią przynajmniej niektórych do wgłębienia się w tą tematykę i trochę bardziej szczegółowej analizy tamtych wydarzeń.
Czy "Okrągły stół" był zdradą? Lech Kaczyński, który był jedynym opozycjonistą obecnym każdego dnia w Magdalence powiedział, że w Magdalence nie było żadnej zdrady. Doszło za to do fraternizacji między opozycją a komunistami. Tylko troje opozycjonistów: Lech Kaczyński, Władysław Frasyniuk i Tadeusz Mazowiecki nie brało w tym udziału. I to jest właśnie ten problem - jak wynika bowiem z innych wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego - opozycjoniści naprawdę mieli wówczas w pamięci stan wojenny. Czy jednak był to powód do haniebnego picia wódki z komunistycznymi zbrodniarzami i oddania Polski bez jakiejkolwiek walki? Czy był to powód do nazwania ich "ludźmi honoru"? Oczywiście, że nie! A w moim przekonaniu już sama fraternizacja jest zdradą i wbiciem społeczeństwu noża w plecy.

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie