Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lech Kaczyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lech Kaczyński. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 października 2013

Lech Kaczyński - Silny Prezydent, Uczciwa Polska


Wczoraj minęło 8 lat od momentu jak Polacy wybrali na swojego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
W związku z tą małą rocznicą pozwolę sobie dzisiaj przypomnieć kulisy kampanii prezydenckiej, która doprowadziła Lecha Kaczyńskiego do tego zwycięstwa.

Afera Rywina, Afera Paliwowa oraz setki, jeśli nie tysiące innych mniejszych lub większych afer i nieprawidłowości bardzo szybko doprowadziły do kryzysu formacji politycznej, z której wywodził się ówczesny Prezydent III RP - Aleksander Kwaśniewski.
Establishment potrzebował na stanowisku głowy państwa kogoś takiego jak on. Kogoś, kto ładnie się uśmiechnie, kto będzie na każde jego zawołanie a jednocześnie kogoś budzącego zaufanie wśród obywateli. Jak to określił w "Polactwie" red. Ziemkiewicz - "LUDZKIEGO PANA".


Początkowo media przebijały się w spekulacjach na temat ewentualnego startu w wyborach prezydenckich w 2005 roku małżonki Aleksandra Kwaśniewskiego - Jolanty - oraz ówczesnego (i dla niektórych również współczesnego) guru polskiego "dziennikarstwa" - Tomasz Lisa. "Fakt", "Super Express" oraz inni przedstawiciele mediów prześcigali się w analizowaniu walorów dwójki tych "przyszłych kandydatów" oraz na publikowaniu wstępnych "sondaży", w których jednak częściej zwyciężała Jolanta Kwaśniewska. Definitywna odmowa zarówno pierwszej damy jak i byłego już wówczas szefa "Faktów" TVN zakończyła te spekulacje.

Swój epizod w połączeniu z dobrymi notowaniami w sondażach zaliczył śp. prof. Zbigniew Religa, jednak bardzo szybko jego miejsce w czołówce przyszłych kandydatów na urząd Prezydenta RP zajęli partyjni przywódcy z Lechem Kaczyńskim, Donaldem Tuskiem, Andrzejem Lepperem i Włodzimierzem Cimoszewiczem na czele. Pierwsi dwaj, jak pamiętamy, "starli się" potem w drugiej turze wyborów.


Wybory parlamentarne w roku 2001 oraz wybory samorządowe w roku 2002 rozpoczęły proces umacniania się na polskiej scenie politycznej dwóch, wówczas jeszcze, postsolidarnościowych partii - Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej.
Lech Kaczyński, wygrywając w bardzo dobrym stylu wybory na prezydenta Warszawy, miał bardzo dobrą pozycję wyjściową. Mimo całej fali krytyki, jaka po dzień dzisiejszy spada na niego za tamten okres zarządzał on stolicą w sposób zdecydowany, pomysłowy i odrzucający dalsze życie w układach Rywinlandu, oddając jednocześnie cześć bohaterom stolicy poprzez budowę Muzeum Powstania Warszawskiego i spektakularne obchody 60. rocznicy jego wybuchu.
Donald Tusk wygrywając w 2003 roku wybory na przewodniczącego PO coraz głośniej zaczął mówić o swoich prezydenckich ambicjach. Ówczesny wicemarszałek Sejmu nie miał jednak tak bezkrytycznego poparcia w szeregach swojej partii, jakie w szeregach PiS miał Lech Kaczyński.

Lech Kaczyński od początku propagował wartości, na których od zawsze się opierał, które zostały ujęte w hasło "Rodzina, Uczciwość, Przyszłość". Jeden z jego sloganów wyborczych "Lech Kaczyński - Prezydent IV Rzeczypospolitej" był jednocześnie związany z hasłami, jakimi w wyborach parlamentarnych wyróżniało się Prawo i Sprawiedliwość. Gdy doda się do tego również przedstawianie Lecha Kaczyńskiego jak prawdziwego patrioty i katolika oraz często poruszane przez niego tematy, do których przede wszystkim należały lustracja, dekomunizacja oraz niedostatek wartości narodowych mamy, jakby w pigułce, nie tylko obraz Lecha Kaczyńskiego w tej kampanii, ale obraz całego jego życia.

W przeciwieństwie do Lecha Kaczyńskiego Donald Tusk nie miał zbyt wiele do wyeksponowania ze swego życiorysu politycznego, dlatego też jego piarowcy próbując przypodobać się wyborcom tworzyli bardzo zręczne reklamówki, w których przypominano okres pracy fizycznej kandydata PO w PRL. Kampania Donalda Tuska poza tym kreowała go na wielkiego męża stanu, który jest otwarty na wszelki dialog oraz rozumiejący jak nikt inny wszelkie problemy społeczne. Opowiadanie o Gdańsku i piłce nożnej, spotkania z rolnikami (wówczas żaden nie zapytał "Jak żyć?"), spotkania z Angelą Merkel w Niemczech i Angeliką Borys na Białorusi, na które późniejszy premier się później niejednokrotnie powoływał oraz inne sprytne zabiegi marketingowe spowodowały, że poparcie dla kandydata PO rosło.


Nieznaczna przewaga Donalda Tuska nad Lechem Kaczyńskim po I turze wyborów zapowiadała ostrą walkę przed II turą.
Zarówno wyniki I tury wyborów prezydenckich jak i wyniki wyborów parlamentarnych odzwierciedlały, że Polacy wierzą w projekt IV RP i chcą, żeby doszedł on do skutku. Jednak upadek mitu koalicji PiS-PO niemalże zaraz po wyborach parlamentarnych spowodował coraz ostrzejszą krytykę spadkobierców Unii Demokratycznej i Unii Wolności oraz jej lidera - Donalda Tuska.
Sztab wyborczy Lecha Kaczyńskiego przed II turą skupił się na zderzeniu osobowości kandydatów. Eksponowanie dorobku Lecha Kaczyńskiego oraz przedstawianie go jako kandydata popierającego politykę socjalną były niekiedy miażdżące w porównaniu z mizernymi dokonaniami Donalda Tuska i doczepioną do niego etykietą liberała.
Dodatkowo trzeba powiedzieć, że ówczesny poseł PiS (dziś Solidarna Polska) Jacek Kurski podgrzał atmosferę wypuszczając do mediów informację o "dziadku z Wermachtu" Donalda Tuska. Sprawa została wyjaśniona (w rzeczywistości "dziadek" został wcielony przymusowo i zdezerterował), jednak gdy słuchało się bardzo pokrętnych i dziwnych tłumaczeń Donalda Tuska w głowach wielu niezdecydowanych wyborców zapewne zapalała się wówczas lampka z odpowiedzią na pytanie - skąd ta cała proniemiecka postawa Donalda Tuska.

Donald Tusk nie pozostawał dłużny. Obecna prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz wszelkimi sposobami próbowała niszczyć wizerunek Lecha Kaczyńskiego krzycząc na lewo i prawo, że PiS nie umie podzielić się władzą a sam Lech Kaczyński, jako Prezydent Warszawy nie dbał o hospicja. Chyba wówczas rozpoczęła się na poważnie kampania "straszenia PiS-em". Główni ówcześni politycy PO straszyli Polaków zdominowaniem najważniejszych ośrodków władzy przez "partię bliźniaków" przypisując im jednocześnie autorytarne a nawet dyktatorskie skłonności.

W całej tej wojnie na większe zdyskredytowanie przeciwnika obecnego premiera oskarżano o: skupianie się na reprezentacji elit gospodarczo-finansowych, chwiejność poglądów, zwycięstwo w pierwszej turze w więzieniach, poparcie ze strony symboli (post)komunizmu - Jerzego Urbana i Leszka Millera.
Lechowi Kaczyńskiemu zarzucano natomiast, że: jego radykalizm będzie miał złe skutki dla gospodarki, stanie się on "prezydentem wojny", brakuje mu zaufania do ludzi, w pierwszej turze wygrał w zakładach psychiatrycznych, popiera go Lepper.

Na finiszu kampanii lepiej prezentował się Lech Kaczyński. Po sześciu debatach między nim a Donaldem Tuskiem (trzy w TV, dwie w prasie, jedna w radio) nie można było odnotować jakiejś zasadniczej zmiany w ich poparciu. Wprawdzie większość sondaży wskazywała, że nieco lepiej wypadł w nich Tusk (był wyższy, młodszy, bardziej "medialny"), jednak komentarze ekspertów, dziennikarzy i speców od Piar każdorazowo doceniały wysiłek marketingowy sztabu Lecha Kaczyńskiego i samego kandydata, chociażby przez to, że tak "radykalny" kandydat tak dobrze panował nad emocjami, mimo prowokacyjnych pytań i zachowań ze strony swojego kontr-kandydata.

Rozmiękczenie wizerunku Lecha Kaczyńskiego, który w trakcie całej kampanii był prezentowany jako uśmiechnięty mąż i ojciec wraz z żoną, córką, zięciem i wnuczką przy jednoczesnym promowaniu go jako "odważnego szeryfa" okazało się strzałem w "10".
Na "Ostatnia prostej" kampanii sztab Donalda Tuska "poprawiał" jego wygląd na bilbordach poprzez zmniejszanie kontrastu, pogrubianie rys twarzy, zmianę koloru oczu etc. Sam Donald Tusk dawał do zrozumienia, że będzie kontynuował prezydenturę Aleksandra Kwaśniewskiego.

Jak wiemy w II turze wyborów zwyciężył w bardzo dobrym stylu Lech Kaczyński.

To zwycięstwo było również tryumfem jego brata - Jarosława - prezesa PiS, który w ostatnich tygodniach przed II turą wyborów nie udzielał się aktywnie w kampanii swojego brata. Lech Kaczyński dziękował nieobecnemu na wiecu Jarosławowi wygłaszając podczas wieczoru wyborczego słynne słowa: "Panie prezesie, melduję wykonanie zadania!"

Co działo się potem aż do pamiętnego sobotniego ranka 10 kwietnia 2010 roku każdy, kto ma mózg doskonale wie. Jednak dla przypomnienia wrzucam filmik ze spotkania z Sławomirem Kmiecikiem, na którym opowiadał on o swojej książce "Przemysł pogardy". Komu nie chce się oglądać, temu polecam wspomnianą książkę. Warto mieć, warto pokazywać ludziom dzisiaj w dalszym ciągu plujących na dorobek śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.



Na temat Lecha Kaczyńskiego jest jeszcze dużo do powiedzenia, dużo do przeanalizowania a jeszcze więcej do uświadomienia opinii publicznej, jednak jest to temat na następne teksty i książki.

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie

czwartek, 4 kwietnia 2013

Bo w pamięci jest siła zaklęta...

http://www.portal.arcana.pl/upimage/L3VwbG9hZHMvRWtzcGVyY2kvTGVjaF9LYWN6eW5za2lfMS5qcGc,800,800,s.jpg

Chciałbym dzisiaj przypomnieć zaprezentowane przeze mnie w ubiegłym roku, na nieistniejącym już blogu, końcowe fragmenty trzech rozmów, jakie prof. Andrzej Nowak przeprowadził dla dwumiesięcznika "ARCANA" ze Śp. Lechem Kaczyńskim, które miałem zaszczyt i przyjemność przeczytać i o których Teoria Życia powiedział w komentarzu: "Po przeczytaniu tych trzech tekstów nawet największy leming powinien sobie uświadomić jak wielkim patriotą był Lech Kaczyński".

Oto zakończenie pierwszej rozmowy:

"[...] Andrzej Nowak: Tak to globalizacja i unifikacja [z Europą] zbiega się w kryzysie polityki z czynnikami "subiektywnymi", przypadkowymi - takimi jak jakość naszych politycznych przywódców i całej wspierającej ich elity...

Lech Kaczyński: Czasem wierzę tylko w jedno - może jest to wiara zupełnie naiwna, a na pewno nie naukowa. Wierzę jednak, że czasami stan nasilenia pewnych zjawisk negatywnych osiąga taki poziom, że coś pęka. Tylko jeżeli ten system pęknie, to już na pewno nie moje pokolenie będzie z tego korzystało - o co jestem zdecydowanie zły, nie uważam tego za naturalne.

Andrzej Nowak: Zostańmy przy tym strzelistym akcie nadziei, że coś się zmieni.

Lech Kaczyński: Bywały przecież rewolucje moralne. Porównajmy Warszawę roku 1855 i 1861, to były dwa różne miasta. Pierwsze, w zapaści po wydarzeniach z lat 1846 - 1848, kiedy mieliśmy rozbisurmanionych młodzieńców, którzy jeździli do Wiednia koleją wiedeńską na pijaństwo i łajdactwo, a polskiego ruchu niepodległościowego nawet nie było. A potem odrodzenie, no i w 1863 roku wybuchło powstanie, które trwało przez półtora roku w kraju o wyjątkowo słabych warunkach do wojny partyzanckiej...

Andrzej Nowak: Wszystko będzie inaczej, to jedyna zasada, która się sprawdza przy długoterminowym prognozowaniu - inaczej niż sobie wyobrażamy.

Lech Kaczyński: Głęboko chciałbym w to wierzyć. W tej chwili życie polityczne dostarcza dosłownie z godziny na godzinę przykładów, że będzie właśnie zupełnie inaczej, niż kiedyś sobie wyobrażaliśmy."
("Mogło być inaczej" - rozmowa z Lechem Kaczyńskim, "ARCANA" nr 33, maj-czerwiec 2000, s. 185-186)


10 lat po przeprowadzeniu tej rozmowy przeczytałem w książce "Od Polski do Post-polityki. Intelektualna historia zapaści Rzeczpospolitej", że w trakcie jest przeprowadzania pracujący w pokoju obok Jarosław Kaczyński odebrał telefon z informacją o upadku koalicji AWS - UW. Kilka dni później, "polityczny emeryt", jak to wynikało z rozmowy z prof. Nowakiem - Lech Kaczyński - otrzymał nominację na stanowisko ministra sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka. Ta nominacja i rzetelne wypełnianie nowych obowiązków, jakie spadły na ówczesnego profesora Uniwersytetu Gdańskiego, który zakładał, że "nie jego pokolenie" doczeka politycznej zmiany w Polsce, otwarła drogę do prezydentury - najpierw Warszawy, a następnie Rzeczypospolitej Polskiej.


Kolejna rozmowa dla dwumiesięcznika "ARCANA" została przeprowadzona 6 lat później w Pałacu Prezydenckim. Dotyczyła ona głównie wizji historii Lecha Kaczyńskiego i miejsca w niej Polski. Pod koniec wywiadu prof. Nowak zapytał Śp. Prezydenta również o wizję przyszłości - Polski w Europie. Lech Kaczyński odpowiedział:

"[...] Lech Kaczyński: Żeby Europa pozostała silną, musi ograniczyć szaleństwa, które się w niej plenią, a które prowadzą do wymierania Europejczyków, do ostatecznego osłabienia jej cywilizacyjnej odrębności, jej specyfiki kulturowo-historycznej i gotowości do jej obrony, i obrony wspólnych interesów europejskich na forum globalnym. Żeby radzić sobie z narastającymi od początku tego wieku wyzwaniami, zagrożeniem "gorącą" konfrontacją z wojującym Islamem, z terroryzmem, ale także "zimną", ale niemniej istotną w dalekosiężnych skutkach rywalizacją (nie tylko gospodarczą) z Chinami czy Indiami. Europa musi znów wzmocnić siłę tworzących ją państw. Nie można ich likwidować czy zastępować tworami, jakby to pani profesor Staniszkis powiedziała o strukturze "sieciowej". Silne państwa, takie właśnie jak Chiny czy Indie, będą coraz silniejsze i wcale nie będą chciały naśladować współczesnej konstrukcji europejskiej, kwestionującej siłę państw. Jeśli nie chcemy podzielić losu Rzymu z V wieku, musimy państwa europejskie wzmacniać, a nie osłabiać. Państwo polskie powinno być ważnym elementem tej europejskiej wspólnoty. Wspólnoty, która się odradza, a nie zmierza do samozagłady.

Andrzej Nowak: Zapytam na koniec jeszcze o stosunek do Rosji, w tak szeroko zarysowanej przez Pana Prezydenta perspektywie. Czy - i jak - możemy znaleźć w tej perspektywie wspólny język z Rosją?

Lech Kaczyński: Rosja jest bardzo potrzebna światu. Ale problem znalezienia z nią wspólnego języka, to jest problem Rosji, a nie nasz. Rosja po prostu musi przyjąć do wiadomości fakt, że skończył się blisko trzystuletni okres (z małymi przerwami) jej dominacji nad Polską. To jest jedyny warunek. Oczywiście, nie możemy zapomnieć o Katyniu - tego Rosja od nas wymagać nie może. Bo nie chodziło tam o jakiś wybryk garstki enkawudzistów, ale o świadomie wykonaną decyzję eliminacji znacznej części polskich elit. Ale to nie jest dzisiaj główny problem w stosunkach polsko-rosyjskich. Problem jest prosty - uznanie, że są takie dwa państwa, całkowicie od siebie niezależne, o różnych potencjałach, ale niepodległe - i dlatego gotowe z obu stron do równoprawnego traktowania.

Andrzej Nowak: Tego pozwolę sobie na koniec tej rozmowy życzyć: żeby ten fakt, ten stan rzeczy był w ostatnim dniu urzędowania Pana Prezydenta jeszcze bardziej niż dzisiaj jasny, niepodważalny i uznany, tak przez naszych wschodnich, jak i zachodnich partnerów."
("Historia stosowana" - rozmowa z Lechem Kaczyńskim, Prezydentem RP, "ARCANA", nr 70-71, lipiec-październik 2006, s. 18-19)


Ostatnia rozmowa, którą prof. Nowak przeprowadził z Śp. Lechem Kaczyńskim miała miejsce równo trzy lata później - w lipcu 2009 roku. Oto jej końcowy fragment:

"[...] Andrzej Nowak: Czy Pan Prezydent widzi możliwość dotarcia z przekazem patriotycznym, wspólnotowym do nowego pokolenia, które zdaje się oddalać coraz bardziej od poczucia wspólnoty, od rozumienia jej historyczno-kulturalnego sensu?

Lech Kaczyński: W tej chwili to jest ogromnie skomplikowane. Falowanie społecznych nastrojów jest niezwykle trudno przewidywalne. Po zaspokojeniu innych potrzeb, bardziej materialnych i indywidualnych, mam nadzieję, iż przyjdzie czas na zaspokojenie potrzeby tożsamości i znaczenia swojej wspólnoty. Staram się sprzyjać temu wszystkiemu, co w zdrowy sposób budzi takie właśnie potrzeby, Temu przecież służy dobrze Muzeum Powstania Warszawskiego, temu służy prowadzona przeze mnie polityka odznaczeniowa, hucznie obchodzone - często zapomniane dotąd - rocznice ważnych wydarzeń z naszej, zwłaszcza XX-wiecznej historii. W tej chwili mam nadzieję, że arcybiskup Kazimierz Nycz, pozwoli mi zorganizować odpowiednio wielkie obchody 25-rocznicy męczeńskiej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki. Staram się wykorzystać każdą dobrą okazję, by Polakom przypomnieć, skąd się bierze nasza wolność i nasza tożsamość.
Moim problemem nie jest to, żeby coś wymyślić, tylko to, żeby ze swoimi inicjatywami przebić się przez swoisty medialny wulkan kłamstw na temat mojej prezydentury. Mój wybór z 2005 roku został przez znaczną część dysponującej mediami elity III RP uznany za "nieprawomocny" - i tak pozostaje do dziś. Przeciw tej walce znacznej części mediów z wszystkimi niemal istotnymi aspektami polityki, jaką staram się prowadzić, nie mam innego sposobu, jak tylko próbować docierać konsekwencją swoich działań do obywateli.

Andrzej Nowak: Kropla drąży skałę... Może w końcu wydrąży. Bardzo dziękuję Panu Prezydentowi za rozmowę."
("Rozważania o prezydenturze i polityce polskiej" - ostatnia rozmowa "Arcanów" z Preydentem RP, Lechem Kaczyńskim, "ARCANA", nr 92-93, marzec-czerwiec 2010, s 343-344)


Dziwić może zachowanie delegatów "cywilizacji zachodniej", którzy kolejno odmawiali przybycia na pogrzeb Prezydenta! Dziwić może niemalże natychmiastowy powrót do języka jakiego używano przed katastrofą smoleńską. Dziwić może wiele innych faktów i wypowiedzi. Nikogo nie może natomiast dziwić, że Śp. Prezydent Lech Kaczyński użył tak mocnego stwierdzenia jak "medialny wulkan kłamstw".

Kropla drąży skałę. Kłamstwa raportu Millera zostają codziennie obnażane i piętnowane. Coraz więcej osób widzi jak wielkim człowiekiem był Lech Kaczyński. Wiele teraz zależy już tylko od nas - czy będziemy wierni jego ideałom, które wyznawał przez całe swoje życie czy też damy się zmanipulować "medialnemu wulkanowi kłamstw".

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie