Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Kaczyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Kaczyński. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2015

Mimo wszystko popieram decyzję Kaczyńskiego. Moja polemika z Gadającym Grzybem

Witam wszystkich po dłuższej przerwie.
Mam nadzieję, że nie macie mi za złe tego dłuższego przestoju w publikowaniu nowych notek na blogu. Mam nadzieję, że teraz to się zmieni, ale niczego nie obiecuję...

W poniedziałkowym numerze tygodnika "Polska Niepodległa" został opublikowany tekst mojego kolegi z Niepoprawnego Radia PL - Piotra Lewandowskiego, znanego również w sieci pod nickiem Gadający Grzyb.


Zgadzam się z Piotrem odnośnie "galopującej wasalizacji i infantylizacji polskiej polityki zagranicznej". Patrząc na "osiągnięcia" polskiej dyplomacji w okresie ostatnich 8 lat a zwłaszcza "osiągnięcia" z okresu od 10 kwietnia 2010 do dnia dzisiejszego widać, że nie ma czegoś takiego jak polska polityka zagraniczna. Mamy za to do czynienia ze służalczym wykonywaniem poleceń narzucanych przez silniejszych, czyli Berlin i Moskwę.
Mało tego - mamy bodajże najgorsze w najnowszej historii Polski stosunki z Litwą, która względem polskiej mniejszości prowadzi wręcz szowinistyczną politykę. Czesi i Słowacy nie traktują nas poważnie. Na Białorusi wojska Władimira Putina ćwiczą od kilku lat (żeby było śmiesznie - w obecności polskich obserwatorów) nuklearny atak na Warszawę. Ciężko ocenić, na jakim poziomie emocji są aktualne stosunki polsko-ukraińskie, ale w mojej ocenie również nie mamy powodu do optymizmu.

Piotr ma całkowitą rację pisząc:"Oto premier Kopacz wraz z basującymi jej formacji ośrodkami propagandy urządza spektakl publicznego przeczołgiwania szefa rządu innego państwa, sprowadzający się do napawania się własną bezkompromisowością na zasadzie: "ale mu powiedzieliśmy". Wygląda to dość żałośnie, jeśli zestawimy ze sobą format i dokonania obojga przywódców..."
Z jednej strony mamy bowiem kobietę, która prawdopodobnie nie wie, z czym tak naprawdę ma do czynienia i jest w stanie zgodzić się na wszystko, co tylko Angela Merkel powie. Z drugiej strony mamy człowieka, który jest wrogiem UE, ponieważ nie zgadza się na dyktaturę unijnych instytucji finansowych i politycznych oraz lewackich (ponieważ z klasycznie rozumianą lewicą nie ma to już prawie nic wspólnego) ideologii.
Z jednej strony mamy kobietę, która jedyne co ma do zaoferowania, to straszenie PiS-em. Z drugiej - człowieka, który broni interesu Węgier i Węgrów.

O ile mogę się zgodzić z wieloma innymi tezami postawionymi przez Piotra w jego tekście, o tyle, nie zgadzam się z ostatnią.
"Niestety, muszę to napisać, choć zdaję sobie sprawę, że znów zostanę okrzyknięty politycznym szkodnikiem, egzaminu nie zdał również Jarosław Kaczyński, odmawiając spotkania z węgierskim przywódcą".

W mojej ocenie Jarosław Kaczyński postąpił słusznie, chociażby dlatego, że Władimir Putin jeszcze dobrze nie zmył krwi ze swych rąk a Victor Orban już mu je ściskał, jednocześnie przypieczętowując węgiersko-rosyjski interes gazowy, co w mojej ocenie jest, co najmniej, niegodne męża stanu, jakim do niedawna jeszcze był dla mnie Victor Orban.
Pamiętajmy, że polityka zagraniczna rządu PiS oraz śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego odznaczała się, najdelikatniej to ujmując, nieufnością wobec Rosji, co potwierdzą poniższe pytania retoryczne:
Co powiedział śp. Prezydent Lech Kaczyński w Gruzji w 2008 roku?
Kto jest dzisiaj głównym podejrzanym w sprawie zamachu w Smoleńsku?
Agenci wpływu którego kraju panoszą się w Polsce jak najdorodniejsze pawie w stadzie?
Dokąd jeździli na szkolenia przedstawiciele Państwowej Komisji Wyborczej?
Takich pytań retorycznych mógłbym zadawać jeszcze więcej, ale pozwolę sobie zakończyć już tą wyliczankę i zapytać już na poważnie - dlaczego w związku z tym Jarosław Kaczyński miałby spotkać się z człowiekiem, który sprzedał Putinowi swoją polityczną neutralność?

W tym momencie słychać już okrzyki - przecież cała UE jest przeciwko Orbanowi; nie miał wyjścia, skoro Zachód się od niego odwrócił; Węgry na tym skorzystają etc.
Przepraszam bardzo - czy oznacza to, że każdy, komu nie jest przychylna UE ma od razu iść do Putina? Czy w obliczu rzezi ludności ukraińskiej, jakiej codziennie dokonują rosyjscy terroryści warto wchodzić w polityczne deele ze zwykłymi bandytami? Czy dzisiaj najważniejsze naprawdę są tylko i wyłącznie interesy a o wartościach, takich jak honor możemy zapomnieć? Czy gdyby było to w interesie Orbana podjąłby współpracę z Koreą Północną lub dżihadystami?

Ktoś powie, że przecież inni też robią interesy z Putinem i nie potępiamy ich, ponieważ są silniejsi. No właśnie nie do końca. Presja medialna i publiczna spowodowała, że póki co Francja zablokowała sprzedaż mistrali Putinowi. Symboliczne sankcje nałożone na Rosję i jej obywateli zostały utrzymane a wszelkie interesy z Rosją odbywają się pod przykrywką, żeby nie dowiedziała się o nich opinia publiczna. W przypadku Węgier mamy jednak oficjalne interesy w blasku fleszy. Jest to naprawdę bardzo niebezpieczne, ponieważ Orban dał sygnał chociażby Czechom i Słowakom, żeby rządzący tam socjaldemokraci również uśmiechnęli się w stronę Putina, bo a nóż osiągną chwilowe korzyści.

Moim zdaniem Orban wyświadczył wielką przysługę również pozostałym krajom UE, które powołując się na niego również będą miały pretekst do robienia interesów z Rosją. Dziwi mnie, że Prezydent Holland wciąż wstrzymuje się ze sprzedażą mistrali, bowiem mając przecież w pamięci zachowanie Francuzów w czasie II wojny światowej, którzy dopuszczali się łajdactw porównywalnych ze zbrodniami Niemców oraz widząc aktualne zachowanie Orbana pewnie już niedługo nie będzie miał żadnych hamulców by wrócić do wstrzymanych interesów z Putinem.

W swoim tekście Piotr pyta: "Przecież Jarosław Kaczyński za chwilę może być premierem - jak wyobraża sobie układanie stosunków z Węgrami?" Nie jestem Jarosławem Kaczyńskim, więc nie odpowiem na to pytanie. Uważam jednak, że najbardziej rozsądnym rozwiązaniem jest to, co swego czasu na antenie Niepoprawnego Radia PL powiedział Prof. Andrzej Nowak: "Dyplomacja jest potrzebna każdemu nawet najsilniejszym graczom na światowej scenie, by o swoje interesy zabiegać. Ale to właśnie pojęcie "swoje interesy", którego użyłem przed chwilą, wskazuje chyba najprościej, że nikt za nas o nasze interesy nie będzie zabiegał". Konkluzja tej wypowiedzi była taka, że warto na początku realnie wzmocnić swój kraj, tak, żeby każdy się z nim liczył a dopiero potem szukać sojuszników.
Victor Orban swego czasu zaproponował w Warszawie sojusz państw środkowo-wschodniej Europy. BA! Powiedział, że nie miałby nic przeciwko, żeby to właśnie Polska była przywódcą tego sojuszu. PO wówczas, za przeproszeniem, wypięła się na niego. Czy za pół roku, jeśli ewentualnie Jarosław Kaczyński zostanie premierem będzie można wrócić do takich rozmów? W mojej ocenie jest to obecnie niemożliwe, zwłaszcza że Putin tak łatwo nie odda Węgier.

Ostatnie zdanie w tekście Piotra brzmi następująco: "Miał do wyboru (Orban - przyp. Geolog) - albo zgodzić się na dyktat, albo lawirować, więc wybrał to drugie - i na razie całkiem nieźle mu idzie". Taki sam wybór miała Polska w latach 2005-2007 i później a mimo to bracia Kaczyńscy potrafili prowadzić suwerenną politykę broniącą polskiego interesu, czego koronnym przykładem jest przeniesienie rosyjskiego embarga na polskie mięso na forum UE i upolitycznienie w takim stopniu, iż UE mimo że nie była przychylna rządowi PiS uznała, że jest to embargo wymierzone nie w Polskę a całą UE. Czy taka polityka jest możliwa również dzisiaj w przypadku Węgier? Niejedną decyzją Orban pokazał, że tak przeciwstawiając się dyktatowi UE i jej instytucji. Na pewno też zdaje sobie sprawę, na jak niebezpieczny grunt wszedł ściskając zakrwawioną prawicę Putina. Czy przyniesie to jemu samemu i Węgrom planowane korzyści? Być może tak, ale według mnie, cena którą przyjdzie mu później za to zapłacić będzie niewspółmierna do aktualnych korzyści. Do kogo zwróci się wówczas o pomoc? Do UE?

Lawirowanie polegające na sprzedaniu neutralności jest znane z wielu przypadków w polskiej historii. Nigdy nie wychodziło nam to na dobre, zwłaszcza jeśli chodziło o lawirowanie na rzecz Moskwy. Mam wrażenie, że wielu zgodziłoby się dzisiaj na robienie interesów z Putinem, gdyby tylko przyniosły one doraźne korzyści Polsce.
Pozwolę sobie jednak na koniec zapytać: Naprawdę nie mielibyście nic przeciwko temu, aby Putin ze swoim cynicznym uśmieszkiem złożył kwiaty, np. pod pomnikiem "Czterech śpiących" opowiadając jednocześnie o tym jak Armia Czerwona wyzwalała Polskę od polskich faszystów? Jeśli nie, to stoimy po przeciwnych stronach.

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie!

poniedziałek, 9 września 2013

Byle sumienie nie gryzło...


Kolejne wybory na szczeblu lokalnym i kolejne zwycięstwo kandydata Prawa i Sprawiedliwości. W wypowiedziach i komentarzach wielu publicystów widać przeświadczenie, że w Polsce coś się ruszyło. Widać, że powoli zaczyna się coś zmieniać w świadomości wielu Polaków. Nawiązując do tych właśnie wyborów chciałbym dzisiaj zastanowić się nad "polskim sumieniem".

W 1995 roku, po zwycięstwie w drugiej turze wyborów prezydenckich przez Aleksandra Kwaśniewskiego, na łamach "Tygodnika Solidarność" opublikowano rozmowę, którą przeprowadziła Barbara Sułek-Kowalska z Biskupem Józefem Życińskim. Pani redaktor zapytała wówczas duchownego: "Czy Ksiądz Biskup wie już, jak nazwać to, co się w Polsce stało?".
Odpowiedź (w mojej ocenie mało wyczerpująca i jednoznaczna) brzmiała następująco:
"Dla mnie jako kapłana i duszpasterza, czymś niezwykle ważnym pozostaje oznaka stanu polskich sumień wyrażona w tym wyborze. Wiedziałem, że ten stan sumień pozostawiał wiele do życzenia, i że duża część społeczeństwa zachowuje krytycyzm wobec etosu 'Solidarności'. Ale jednak wskaźnik procentowy był dla mnie zaskoczeniem".
Pozwolę sobie przypomnieć, że tamte wybory zakończyły się wynikiem:
Aleksander Kwaśniewski 9 704 439 (51,72%) głosów
Lech Wałęsa 9 058 176 (48,28%) głosów.

Następnie zapytany, czy z tego wynika, że ani Sierpień'80, ani lata stanu wojennego nie spowodowały przełomu w polskich sumieniach - Biskup Życiński powiedział, że mówienie o przełomie lub braku byłoby nie lada uproszczeniem, ponieważ "niewątpliwie dokonuje się jakiś proces nasycenia sumień nową treścią, na pewno u wielu osób nastąpiło otwarcie na dziedziny rzeczywistości, których przedtem te osoby nie znały i nie dostrzegały". Jednak - zdaniem biskupa - to był dopiero warunek wstępny umożliwiający podjęcie kuracji, która będzie trwała długo, gdyż "wielką iluzją byłoby sądzić, że powiew sierpniowego wiatru od morza przyniósł radykalne uzdrowienie wszystkich polskich sumień".

W roku 2006 wydawnictwo Prószyński i S-ka wydało książkę autorstwa Hannah Arendt pt. "Odpowiedzialność i władza sądzenia", zawierającą zbiór niepublikowanych tekstów autorki z ostatnich 10 lat jej życia (1965-1975) W tejże książce autorka stawia tezę, iż ci, którzy "trzymają się sztywno wartości moralnych nie są wiarygodni". Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ okazuje się, że można je "zmieniać z dnia na dzień i że pozostaje wówczas jedynie nawyk trzymania się czegokolwiek", co zresztą autorka udowadnia posiłkując się wieloma przykładami z historii.

Śledząc ostatnie siedemdziesiąt lat historii Rzeczypospolitej Polskiej widać, że słowa zarówno Biskupa Życińskiego jak i Hannah Arendt chyba najlepiej obrazują stan polskich sumień. A wszystko zaczęło się w momencie, gdy rozpoczęto na terenie Polski instalowanie komunistycznego reżimu. Wówczas rozpoczęła się pierwsze na tak masową skalę porzucanie bez najmniejszego oporu (a niejednokrotnie z entuzjazmem) wartości takich jak Bóg, Honor, Ojczyzna, Wierność, Godność etc. Zostały one zastępowane przede wszystkich czynami (a nie hasłami jak co niektórzy uważają), do których zachęca wytwór ideologiczny stworzony przez Marksa, Engelsa i Lenina.
Historia powtórzyła się po roku 1989, gdy pod hasłem "powrotu do Europy", tak wiele osób podświadomie przekonano do tego, by zrezygnowały z samodzielnego myślenia.

"Rewolucja moralna" zapowiedziana przez braci Kaczyńskich po wygranych przez nich wyborach parlamentarnych i prezydenckich w 2005 roku przerodziła się w "Czas wrzeszczących staruszków". Wszystko po to, aby dotychczas rządząca Polską elita, kryjąca się pod banderą wartości katolickich, w dalszym ciągu sprawowała rząd dusz, dzięki któremu mogłaby wszczepiać do polskiej świadomości "wartości" obce, które jeszcze do niedawna nie miały jakiejkolwiek sił przebicia i możliwości przyjęcia do ludzkiej świadomości.

Na miejscu będzie przypomnienie ostrzeżenia, zawartego w książce Marii Dąbrowskiej pt. "Noce i dni":
"Świat dzisiejszy, w którym przekroczone zostały wszystkie granice przyzwoitości, a jednocześnie załamały się autorytety wszystkich oficjalnych wzorców, doktryn, dogmatów, stanął właśnie wobec conradowskiej próby moralności. Nie jesteśmy jeszcze w stanie powiedzieć, czy świat tę próbę wytrzyma - możemy jednak z całą pewnością powiedzieć, że lepiej będzie, aby świat się od conradowskiej postawy nie odżegnywał. Wkład tej postawy i tej moralności okaże się potrzebny każdemu, kto będzie kształtował nowoczesną rzeczywistość moralną."

Wracając do zwycięstwa PiS na Podkarpaciu i we wszystkich poprzednich lokalnych starciach - w mojej ocenie pokazuje to jeszcze jedną ważną rzecz, o której niestety mało kto chce wspomnieć a co próbowałem nieco przybliżyć powyżej. Po sześciu latach rządów Donald T. i jego mafii widać, że coraz więcej osób ma gdzieś, co dzieje się z państwem. Przecież poziom niezadowolenia z rządzących jest aktualnie jednym z najwyższych w historii III RP, a mimo to obywatele wykazują się taką obojętnością. Pisałem już wcześniej, że raz podczas rozmowy ze znajomymi usłyszałem tekst, że i tak nie ma na kogo głosować, dlatego zagłosują na PO, ponieważ przyjdzie PiS, powoła 20 komisji i w koło będzie mowa o Smoleńsku, a taki robotnik, który zarabia 1200 zł miesięcznie chce mieć święty spokój, żeby nikt mu się nie wpierdzielał, chce spokojnie posłać dzieci do szkoły, spłacać kredyty, a nie ciągle słuchać czarnowidztwa Kaczyńskiego.

Nie jest to zapewne tylko opinia moich znajomych, ponieważ jestem przekonany, że myśli tak przynajmniej kilka procent naszego społeczeństwa. Pokazuje to tylko i wyłącznie jak bardzo ludzie są dziś upodleni i jak bardzo im już wszystko zobojętniało. Najważniejszy jest święty spokój.
W mojej ocenie zaszło to już tak daleko, że po zwycięstwie w wyborach do parlamentu przez PiS nowa rewolucja moralna niczego tak naprawdę nie zmieni, bo jak przyjdzie co do czego znowu będzie się słyszeć teksty typu "pierdolony Kaczor" i podobne. Stan w jakim aktualnie znajdują się sumienia wielu Polaków nie sprzyja powrotowi prawdziwego znaczenia takich wartości jak honor i wierność - wartości, które są związane z chyba najbardziej zapomnianą i pomijaną dzisiaj wartością, jaką jest odpowiedzialność, która zarówno w życiu publicznym jak i prywatnym zdaje się nie odgrywać dziś żadnej istotnej roli.

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie

czwartek, 14 lutego 2013

Trochę hipokryzji


Przepraszam moich czytelników za dłuższą przerwę w pisaniu. Ostatnim czasy miałem jednak bardzo wiele spraw na głowie i dopiero teraz jakoś wszystko rozłożyłem tak w czasie (mam nadzieję, że to nie jednorazowy wyczyn), że w końcu mogę napisać kilka moich kolejnych przemyśleń.

Chciałbym dzisiaj napisać kilka słów o hipokryzji, a będzie to polegać na zacytowaniu kilku tekstów i wypowiedzi publicystów, które aż nią kipią.

"Pomysł wykluczenia byłych PZPR-owców na 10 lat z życia publicznego jest politycznie pijany, a moralnie szalbierski". Jest to wezwanie "do bezprawia i odrzucenia zasad konstytucyjnych, pogwałcenia paktów praw człowieka". (J. Szparkiewicz, Diabli nadali, "Gazeta Wyborcza", 12 marca 1991)

"Lękam się procesu politycznego, w którym zwycięzcy sądzić będą pokonanych [...]. Czasem myślę, że do głodu sprawiedliwości, który jest obecny w żądaniach potępienia stanu wojennego, dołącza się głód zemsty". (Prawdziwa epoka postkomunizmu - wywiad A. Michnika z V. Havlem, "Gazeta Wyborcza", 30 listopada - 1 grudnia 1991)

"Nasza klasa polityczna robi wrażenie chorej na umyśle [...].  Ci ludzie zachowują się tak, jak gdyby nie oni byli dla Polski, ale Polska dla nich". (A. Szczypiorski, Czyja jest Polska?, "Gazeta Wyborcza", 9 lipca 1992)

"Jarosław Kaczyński z ludzkich namiętności najbardziej rozumie strach. Wie, że ludzie boją się o siebie, rodzinę, dostatek, pracę i posady. Władzę sprawuje zarządzając tym strachem". (M. Czech, Kaczyński:strasz i rządź, "Gazeta Wyborcza", 11 lipca 2007)

"W wypowiedziach Kaczyńskiego najwyraźniej widać sposób myślenia i działania niebezpieczny dla polskiego państwa". (M. Beylin, Z punktu widzenia gracza, "Gazeta Wyborcza", 28 czerwca 1994)

"Z republiki demokratycznej [...] Polska staje się z wolna państwem, gdzie wszystkie te wartości i obyczaje zostają zakwestionowane. Polska staje się państwem pełzającego zamachu stanu. Jego finałem ma być system, który istniejące instytucje pozbawi substancji demokratycznej i uczyni fikcją". (A. Michnik, Modlitwa o deszcz, "Gazeta Wyborcza", 30 lipca 2007)

"Głosowanie na Tymińskiego, Leppera, Giertycha czy ulubieńców ks. Rydzyka może być wynikiem realnej frustracji, ale to nie powód do wyrozumiałości dla takich decyzji". (J. Majcherek, Gdy obywatel wybiera źle, "Gazeta Wyborcza", 24 lipca 2007)

Ten rząd "pozostawi po sobie niewiele trwałych śladów, za to sporo bałaganu, który trzeba będzie posprzątać". (W. Gadomski, Czy uda się posprzątać po PiS, "Gazeta Wyborcza", 18-19 lipca 2007)

"Patologie PiS-owskiego rządzenia muszą być ujawnione i napiętnowane". (M. Czech, Musi być sąd nad PiS-em, "Gazeta Wyborcza", 24 sierpnia 2007)

Prof. Kazimierz Kik zapytany o to, czy prokuratura powinna się zająć wypowiedziami polityków, które miały miejsce po publikacji "Rzeczpospolitej" w artykule "Trotyl na wraku tupolewa", odpowiada:
"Bez dyskusji. Zanim by zszedł z mównicy, powinni go aresztować na sali sejmowej, nawet niezgodnie z prawem. (...) Wszyscy wiemy, że Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz dawno powinni siedzieć". (10 listopada 2012)

W powyższych cytatach widać, że publicyści i autorytety "Gazety Wyborczej" zaprzeczają sami sobie od początku istnienia na rynku prasy tegoż dziennika. Najciekawsze jest jednak to, że te wypowiedzi nie tracą na aktualności. Wystarczy przecież zmienić niektóre słowa, nazwiska, fakty, daty i mamy zupełnie inny przekaz, który miałby na pewno dużo więcej wspólnego z rzeczywistością, niż powyższe teksty :-)

Jest mi jednocześnie bardzo przykro, ale muszę w tym miejscu również napisać o przypadku hipokryzji, jaki strasznie zdrażnił mnie u red. Ziemkiewicza, którego jak już kilkakrotnie to podkreślałem, bardzo cenię i szanuję za fantastyczną pracę, jaką wykonuje on dla dobra Polski.

"(...) nie ma w ogóle żadnego powodu dla istnienia osobnej kasy rolniczej. Przecież gdyby chodziło tylko o to, żeby rolnicy płacili mniejsze składki, bo na normalne ich ponoć nie stać (nawet tych, co mają trzysta hektarów?!), to spokojnie można by załatwić sprawę wewnętrznym rozporządzeniem w ramach ZUS-u". (R. A. Ziemkiewicz, Polactwo, Lublin 2011)

Napiszę tylko, że red. Ziemkiewicz sam opłaca KRUS, z czego niejednokrotnie tłumaczył się w swoich felietonach. Czyżby nie było go stać na płacenie normalnych składek?

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie

sobota, 5 stycznia 2013

Doktor G., Niezawisłe Sądy i Stalinizm IV RP


"Budzi to skojarzenia nawet nie z latami 80., ale z metodami z lat 40. i 50. - czasów największego stalinizmu." - tak we wczorajszym odczytaniu wyroku roku więzienia w zawieszeniu na 2 lata dla słynnego doktora G. sąd skomentował działalność CBA. Panu sędziemu chyba coś się pomyliło, ponieważ rozumiem, że chciał on porównać (jeśli w ogóle cokolwiek chciał, a nie odczytał tylko tego co mu kazano) zatrzymanie człowieka, który za pieniądze decydował o życiu i śmierci swoich pacjentów do najbardziej zbrodniczego okresu ZSRR zdominowanego przez największy w historii ludzkości aparat terroru stworzony przez  towarzysza Nikołaja Jeżowa, który otrzymał pseudonim "Krwawy Karzeł".

Pokrótce postaram się przypomnieć jak wyglądała machina stworzona przez Jeżowa, która przyczyniła się do śmierci milionów niewinnych osób. NKWD najpierw starało się wybrać ofiarę. Ofiarę, która zazwyczaj zajmowała jakieś wysokie stanowisko, np. w wojsku lub administracji państwowej. Swoje ofiary Jeżow aresztował zazwyczaj w nocy. Każdy aresztowany miał przyznać się do wymyślonego przez NKWD i Stalina zarzutu (najczęściej współpracy z kapitalistami) i wskazać swoich współtowarzyszy. Jeśli tego nie zrobił wówczas rozpoczynały się tortury psychiczne, takie jak wyzwiska połączone z pluciem w twarz i groźbami. Bardzo często w sali obok puszczano nagranie z kobiecym płaczem wmawiając "badanemu", że to jego żona, a jeśli podpisze zeznania, to NKWDziści przestaną ją torturować. Najgorsze jednak w tym wszystkim były długotrwałe przesłuchania trwające 3 doby, 7 dób, bez jakiejkolwiek przerwy. Ludzie Jeżowa często się zmieniali, natomiast aresztowany siedział na taborecie bez jakiegokolwiek oparcia lub stał na środku pokoju marząc tylko i wyłącznie o tym, żeby choć na kilka minut zmrużyć oczy i choć przez kilka minut odpocząć. Większość aresztowanych traciło jakąkolwiek nadzieję już w trakcie trwania tego etapu tortur i podpisywało wszystko, co tylko podsunęli im NKWDziści.

Znajdowali się jednak i tacy, którzy wytrwali ten etap, ale wówczas czekało na nich coś niewyobrażalnie gorszego, czym były bestialskie i nieludzkie tortury fizyczne, w czasie których ludzkie zwierzęta, które były specjalnie i odpowiednio do tego wytrenowane w NKWD katowały przesłuchiwanego. Nikt nie był w stanie wytrzymać zadawanego przez nich na niewiarygodnie wiele sposobów bólu. Niemalże każdy dochodził wówczas do wniosku, że podpisanie wszystkich papierów da im wyzwolenie z tego piekła poprzez szybką śmierć i podpisywał zeznania, które pisali za nich wyspecjalizowani śledczy. Gdy już zeznania zostały podpisane tortury się kończyły, a warunki więźnia poprawiały. Rozpoczynała się faza prania mózgu, która miała za zadanie wmówienie oskarżonemu, że podpisane przez niego zeznania miały naprawdę miejsce.

Pozostała jeszcze kwestia procesu sądowego. Gdy w pewnym momencie oskarżony zaczął zmieniać zeznania, wypierać się wszystkiego co podpisał, opowiadać o tym jak był katowany psychicznie i fizycznie w trakcie śledztwa sędzia natychmiast przerywał proces i ogłaszał przerwę. W czasie tej przerwy oskarżony był szprycowany narkotykami lub ponownie katowany, a jeśli to nie pomagało - na salę wprowadzano sobowtóra.

W latach 40. machina terroru stworzona przez towarzysza Jeżowa została wyhamowana przez jego następcę - towarzysza Berię. To z inicjatywy Berii i Stalina doszło do swego czasu opisanej przeze mnie "Operacji Polskiej", ludobójstwa polskich oficerów w Katyniu etc.

Wracając jednak do rzeczywistości i wczorajszego wyroku. Zostało udowodnione wszem i wobec, że Doktor G. zostawił zaszyty w sercu pacjenta gazik czy też wacik, który spowodował śmierć tego pacjenta. BA! Doktor G. sam się do tego przyznał! Dowodem mobbingu są zeznania i skargi, które złożyli dyrekcji szpitala i prokuraturze ludzie pracujący z Doktorem G. Zdjęcia góry pieniędzy, jaką znalazło CBA nie były zrobione w jego domu, a w gabinecie. Mimo tego wszystkiego kara jaką orzekł sąd najniższej instancji w moim przekonaniu jest warta tyle samo, co pogrożenie palcem. Taki wyrok jest obrazą majestatu państwa i majestatu prawa. Poza tym nie pamiętam, kiedy po raz ostatni spotkałem się z sytuacją, w której końcowa mowa prokuratora jest mową bardziej obronną niż oskarżycielską, a uzasadnienie wyroku przez sąd bardziej szukaniem usprawiedliwienia dla winnego udowodnionego przestępstwa i relatywizacji rzeczywistości, a nawet jej zakłamania.

Na sam koniec chciałbym przytoczyć fragment rozmowy z października 2007 roku, w której to Piotr Legutko rozmawia z profesorem Andrzejem Szczeklikiem:

"Piotr Legutko: Niedawno miliony ludzi oglądały na ekranie lekarza przyjmującego łapówkę. Jedno ujęcie z ukrytej kamery, na której doktor dostaje książkę, wyjmuje z niej kopertę, liczy  wsadza do kieszeni pieniądze, daje efekt piorunujący. Czy Pana to też może wpływać na osłabienie zaufania pomiędzy lekarzem a pacjentem?
Andrzej Szczeklik: Nie jestem pewien, dlatego, że korupcja, czyli po prostu przestępcze branie pieniędzy, trwa od wielu lat w naszym kraju, iż przypuszczam, że wielu chorych akceptuje to nolens volens. A lekarz choć wie więcej niż zwykły śmiertelnik o immunologii, nie ma patentu na odporność na korupcję.

Czyli nie zobaczyli nic, co by ich zaszokowało.
Zapewne nic. Takie są fakty. Wystarczy popatrzeć na własne podwórko. Przecież kilka lat temu zamknięto za kratkami cały zarząd Małopolskiego Funduszu Zdrowia. Za tę rozprawę z korupcją nie można fałszywie oskarżać, jak to się nieraz robi, Zbigniewa Ziobry, bo jeszcze nie był wówczas ministrem sprawiedliwości. Kilka miesięcy temu za branie łapówek do aresztu trafił szef kliniki ginekologicznej i położnictwa Szpitala Uniwersyteckiego, wkrótce po nim szef kliniki neurochirurgii. Lepiej zatrzymam wyliczankę w tym miejscu. Opieka, postępowanie lekarskie, nie może zależeć od tego, czy lekarz wziął pieniądze. Jak w tych koszmarnych opowiastkach, które się słyszy od lat, "No niech leży, aż skruszeje, zrozumie, że ma przyjść z kopertą". A przecież nie mam wątpliwości, że większość lekarzy w naszym kraju wybrała zawód kierując się powołaniem, działa z pobudek szlachetnych i uczciwie.

Czy Pana zdaniem takie spektakularne akcje, pokazywane, nagłaśniane, mogą wpłynąć na zmianę sytuacji? Czy lekarz, który brał łapówki przestanie brać?
Nie wiem, czy to przeora świadomość, ale na pewno przestraszy. To nie ulega wątpliwości."

Nawet jeśli był kiedykolwiek jakiś strach przed braniem łapówki, to wczorajszy wyrok sądu dał do zrozumienia, że nie biorą tylko uczciwi frajerzy, którzy wierzą w powołanie i dlatego nigdy nie osiągną tego, co inni. Smutne? NIE! Prawdziwe.

I jeszcze jedno. Skoro działalność CBA w latach rządów PiS przypomina działalność NKWD, to dlaczego do dziś nie skazano trzech głównych zbrodniarzy tamtego systemu - Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobrę i Mariusza Kamińskiego? Bardzo żałuję, że sędzia wczoraj nie odpowiedział na to pytanie.

Tomasz "Geolog"
Pozdrawiam Serdecznie